Nic mnie nie zdziwi - ale nadal wiele może wkurzyć
Blog > Komentarze do wpisu
GOOGLE - MY LOVE?
Wielki Brat patrzy na Ciebie z miłością - odwzajemnij ją.

Kolega Slawkas przeniósł swojego bloga na własną domenę. Tu garść uwag - świetny design, fajna favicona, trzymam kciuki (czy to ostatnie to uwaga?) - ale najważniejsze w tym momencie są motywy, dla których Slawkas zdecydował się na tak dramatyczny krok. Otóż stwierdził, że Google to katastrofa i śmiertelnie się obraził na wszystkie usługi wujka G. Główne zarzuty wg Slawkasa:

  • niska funkcjonalność Bloggera,
  • złe statystyki Analytics,
  • kiepska poczta,
  • szpiegująca Picasa,
  • rozjeżdżające się Docs...

Zgaduję, że punktów mogłoby być więcej, ale chyba rozumiecie, o co chodzi? Google jest złe, nieprzyjazne. A do tego monopolista. Fuj!

No i jak na takie dictum ma zareagować ktoś taki jak ja, kto - nie oszukujmy się - uważa usługi Google za jedną z najlepszych rzeczy w internecie? Prosto - garścią własnych spostrzeżeń. A więc po kolei:

  • Blogger - jak dla mnie nie: znakomite narzędzie do prowadzenia bloga dla kogoś, kto nie rozumie tego całego slangu informatycznego, przebijające bloxa pod kilkoma względami (choć pod paroma stoi nieco w tyle...), przyjazne, łatwe w obsłudze - sam miod; korzystam z Bloggera i jestem zadowolony na równi z bloxem, a może i bardziej...
  • Analytics - zależy, co komu potrzebne: dla mnie dane z czterech ostatnich tygodni są wystarczające, aby sprawdzić pewne trendy; widzę, kto mnie czyta, co czyta, czego szuka, skąd przybywa - to nieco pomaga zrozumieć moich czytelników (zwłaszcza tych, którzy nie zostawiają komentarzy),
  • GMail - no, to już lekka przesada, krytykować jeden z lepszych systemów pocztowych on-line (wg różnych ekspertów, mądrzejszych i tych drugich); oczywiście, mogłoby być lepiej, ale twierdzić, że poczta Google jest zamotana, albo że nie można czegoś w niej znaleźć... przyznaję - GMail wymaga nieco innej filozofii korzystania z poczty (choćby brak folderów), ale jest to dosyć intuicyjne, a i sam system oferuje wystarczające narzędzia do sprawnej organizacji poczty,
  • Picasa - świetny programik do obróbki (wstępnej) i katakogowania zdjęć na własnym komputerze, choć należy pamiętać, ze Picasa automatycznie sama przeszukuje nasz dysk twardy w poszukiwaniu zdjęć i filmów (nie pamiętam, czy można to wyłączyć) - jak widać, niektórym to przeszkadza, ale dla mnie - super rozwiązanie: nie muszę się martwić o szukanie, dodawanie - program robi to za mnie, jak również ułatwia wysyłanie plików i dodwawnie ich do albumów w sieci; sama usługa w sieci nie jest już może najlepszym tworem, ale... jako składnica sprawdza się znakomicie,
  • Docs - faktycznie, rzecz ciągle w rozwoju, choć ostatnio dodano lepszy wygląd; osobiście używam MS Office, a w Googlach trzymam tylko wybrane rzeczy, aby móc pracować na każdym komputerze, wybrednym zaś polecam zoho.com - lepsze od Google Docs.

Korzystam ze wszystkich powyższych funkcji i jeszcze kilku innych - co oznacza, że zetknąłem się z potężnym monopolistą Google. A skoro tak, on wie o mnie - i to sporo. Oto krótka lista tego, co wie o mnie Google:

  • kogo znam (kontakty w GMailu),
  • moje niecne sprawki (maile),
  • numer mojego konta, adres (Google Adsense),
  • numer komórki (Calendar),
  • gdzie mieszkam (mail, Adsense, Maps, Picasa - widać to na zdjęciach),
  • co myślę (Blogger),
  • co planuję napisać (Dosc),
  • co mnie interesuje (Notepad, Reader),
  • gdzie zaglądałem (Bookmarks, Web History),
  • gdzie pracuję (Maps),
  • rozkład mojego dnia (Calendar).

Sporo tego... Ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że wiele z tych rzeczy (konto, plan dnia, mapy) umieściłem tam dobrowolnie, czy można nazwać Google jakimś Wielkim Bratem. Nie zapominajmy o ich filozofii, która zakłada bycie dobrym. Może to naiwne, ale jakoś im wierzę... Google dostarcza mi świetne usługi, które ułatwiaja mi zycie. A co do problemów z niektórymi produktami Google - pragnę zwrócić uwagę, że przy większości z nich (poza Readerem) jest napis "beta". Czyli np. jeden z najpotężniejszych systemów pocztowych, używanych obecnie przez miliony (także jako poczty w przedsiębiorstwach) nadal jest w fazie rozwoju...

A gdybym nagle wpadł w paranoję, to zawsze mogę przedstawić listę rzeczy, których Google nie ma, albo których o mnie nie wie:

  • moich fajnych zdjęć - Google nie ma Flickra, który jest najlepszą instytucją do składowania zdjęć w sieci i szukania ładnych obrazów, tu ma mnie Yahoo!,
  • moich zainteresowań, tego jak łączę oglądane strony - del.icio.us również należy do Yahoo!,
  • moich zakupów - ebay...
  • moich przelewów - paypal (własność ebaya),
  • wszystkich znajomych - skype, nasza klasa, gg...
  • ... i pewnie wielu, wielu innych.
I wiecie co? Wcale bym się nie zmartwił, gdyby Google przejęło te firmy i zsynchronizowało je wszystkie pod jednym kontem. A Slawkasowi kibicuję - oby Ci się wiodło pod nowym adresem, będę Cię odwiedzać nawet, jeśli obrażasz Google. W końcu nie jestem jakimś fanatykiem, prawda?
poniedziałek, 17 marca 2008, wesoly_terrorysta

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/03/17 15:10:38
Muszę przyznać, że korzystam z Googla w szerokim zakresie, dodałbym do tego też G. Sync, i faktycznie Google dysponuje tak dużą ilością danych o mnie, że włos się jeży. Wierzę jednak, że Polityka Prywatności nie jest pustym sloganem w tym momencie i nikt niepowołany (oprócz NSA, CIA, FBI i innych trzyliterowców) nie będzie miał do nich dostępu.
-
2008/03/17 15:32:49
@Mariusz: a co zacz, to Sync? Bo nie znam...
Co do literek, które mogą mieć wgląd w dane z Google - bardziej od NSA martwiłaby mnie ABW, CBA, CBŚ czy inne takie...oczywiście mam czyste sumienie, ale rozumiesz:) A tak, to może to nawet IRS przeglądać.
-
2008/03/17 15:42:25
Dzięki za dobre słowo o moim blogu na nowym miejscu. Mam tym większą satysfakcję, że wszystko zrobiłem sam i chyba rzeczywiście to się trzyma kupy. Muszę przy okazji powiedzieć, że:
Z GOOGLE NIE BYŁO BY TO MOŻLIWE :P
Poruszyłeś tyle spraw w swoim wpisie, że chcąc się do nich odnieść będę musiał napisać coś, co przekracza ramy komentarza. Nie ważne tu są w tym momencie moje osobiste upodobania, ale bardziej pewne bardziej ogólne i ciekawe rzeczy, o które się ocieramy.
Na razie pozostaje tylko mi tylko stwierdzić ileż się trzeba starań, żeby Cię sprowokować byś przerwał milczenie i raczył wreszcie coś napisać;)
-
2008/03/17 18:29:32
Też się cieszę, że prowokacja się udała i WT pokazał jakieś znaki życia, bo nudno się bez niego zrobiło:)...

@slawkas: Tylko nie mów : I ty, Brutusie:), ale niestety, już na Twoim blogu mieliśmy krótką dyskusję o Google, i niestety muszę podzielić niemal całkowicie zdanie z WT: dla mnie Google jest świetne i ułatwia sporo spraw, z jedną różnicą: nie używam Calendara, Picassy i dokumentów online, bo mi to niepotrzebne (jednak Outlook jest lepszy). Ale poza tym - zgadzam się z WT.
Może dodałbym jeszcze, że Blogspot to dla mnie faktycznie najsłabsza część ogniwa, o ile GMail i pozostałe są całkiem niezłe, to na tym tle razi biedota Blogspota. Mało funkcji, mało szablonów, mało wszystkiego. Zgadzam się natomiast, że Blogger jest dobry dla kogoś, kto nie chce się babrać w htmlach, jako taki dobry początek. Ale z czasem zacznie ograniczać (sam ostatnio myślę o przenosinach na Wordpressa lub Drupala, sam jeszcze nie wiem) i trzeba iść dalej:)
-
2008/03/17 18:58:36
Panowie, bo się rumienię... ale przeceniacie się:P to żadna prowokacja, po prostu wygrzebuję się z roboty: praca, pisanie na bloga, pisanie do gazety, jeszcze jedna publikacja mi na głowie wisi, do tego "wsiąkłem" we flickra...no to nic dziwnego, że mnie nie było. Automatycznie przepraszam za brak komentarzy - o ile czytałem regularnie, o tyle zagryzałem zęby, że nie mam czasu skrobnąć kilku słów, bo zaraz bym się rozpisał.

@Slawkas: no to czekam na odpowiedź:) TrackBack czeka.

@fi: dzięki za wsparcie:) Dokładnie o to mi chodziło - Blogspot jest rewelacyjny dla kogoś takiego jak ja, bo można sporo zmienić nie bawiąc się w te wszystkie hateemele. A w takim bloxie to już jest lekka gimnastyka... A GMail rządzi:)
-
2008/03/17 18:59:30
I jeszcze raz dzięki za miłe słowa:)
-
2010/10/07 17:25:23
i ja zaczynam się przekonywać do coraz większej ilości produktów gógle....

ostatnio- weszłam w gógle docs.

fakt, parę rzeczy mi przeszkadza-
np. to w gmailu- że jak mam kilka kont podpiętych pod głowne- i wysyłam z podpiętego- to i tak śle jako szpiegowsky on behalf....

nie używam picassy, od pewnego czasu- za to flickra.
i wolę delicious od boookmarks.
czyli jeszcze nie taki gógle straszny/

Creative Commons License