|
Blog > Komentarze do wpisu
ZNASZ MNIE...
Wiem, kim jesteś. A Ty wiesz, kim ja jestem?
Nie tak dawno na Blogu Taktycznym wynikła mała dyskusja o ukrytej tożsamości blogerów, która to dyskusja z luźnej wymiany myśli w komentarzach przerodziła się w osobną notkę. Niemniej nie chcę pisać o tym samym, co Slawkas - potrzeba anonimowości przy pisaniu w sieci jest rzeczą na tyle oczywistą, że nie ma co się nad tym dalej rozwodzić... Ale podczas tej dyskusji zacząłem się zastanawiać, czy jest jakaś szansa, abym został rozpoznany przez moich sieciowych znajomych. Oczywiście - szanse są, ale jak duże? Komu chciałoby się szukać? Mi z całą pewnością nie. Ale sam problem anonimowości nurtował mnie od jakiegoś czasu, a pomysł na tę notkę tłukł mi się pod czaszką, aż postanowiłem go z siebie wyrzucić. A skłoniły mnie od tego ostatecznie ostatnie wypadki z Niemiec. Młody chłopak pewnego dnia wszedł do szkoły i otworzył ogień. Potem wyszedł z budynku i kontynuował krwawą łaźnię. Posłał do Abrahama na piwo 15 osób. Mówi sie, że zainspirował go jakiś facet z US&A, który niecałą dobę wcześniej wystrzelał okrągłą dziesiątkę przypadkowych ludzi, zanim palnął sobie w łeb. Oczywiście, w takich wypadkach media wyciągają podobne zdarzenia z przeszłości - a to ostatnię tego typu rzeź w Finlandii, a to ostatnią taką rzeź w Niemczech. Zawsze ten sam schemat - uczeń bez najmniejszego ostrzeżenia, bez żadnych wcześniejszych sygnałów, pewnego dnia przychodzi od szkoły z pistoletem. Wszystko to zaczeło się jak większość poronionych mód (no, może poza Pokemonami) w US&A, gdzie w 1999 roku w Columbine dwóch chłopaków wybiło 12 osób, zanim walnęli po samobóju (historię tę przedstawił artystycznie w swoim filmie "Słoń" Gus van Sant, a nieco wcześniej swoim lewicowym...ups - DEMOKRATYCZNYM - serduszkiem przyjrzał się jej Michael Moore w "Zabawach z bronią"). Wieki temu, gdy w Polsce sprzątano po powodzi tysiąclecia, a w startujących dopiero faktach przeklinał Tomek Lis zamiast Kamila Durczoka, w TVN w takich przypadkach zazwyczaj pokazywało się sąsiadkę sprawcy, która zawsze tym samym, pełnym szoku tonem mówiła "to był taki spokojny chłopiec". No, ale wtedy "Fakty" to był taki bardziej "Fakt" Było - minęło. Co ma piernik do wiatraka? W jaki sposób mój umysł powiązał niewinną dyskusję o pseudonimach blogerów z krwawymi zajściami w szkołach na całym świecie? Jest tu pewien element wspólny - anonimowość. Ci kolesie nigdy wcześniej nie rzucali się w oczy. Nie było o nich głośno, Żyli spokojnie, obok swoich przyjaciół, rodziny, wrogów...aż pewnego dnia zaczynali strzelać. My też jesteśmy anonimowi - i nikt nie wie, co tak naprawdę w nas siedzi. Nie mówię, że finwe z Cytadeli nagle pewnego dnia stworzy czarną dziurę. Nie mówię, że Slawkas z Taktycznego pewnego dnia zamieni swoje narzekanie na Lecha Kaczyńskiego w czyn, przy pomocy karabinu albo siatki granatów. I nie mówię, że mój pseudonim blogowy pewnego dnia nie obróci w kupę gruzu jakiegoś szklanego drapacza chmur. Ale kto zaręczy, że tak być nie może? Na blogi takie jak mój wchodzi się, żeby poczytać o tym, co autora wkurza, bawi, rozczula - ale ciągle ma się niejakie wrażenie, że za tym ciagiem znaków na ekranie jest człowiek taki sam, jak my. A jeśli tak nie jest? Jeśli nawoływanie do wybicia feministek (co swego czasu przypisał mi Mariusz) w rzeczywistosci jest realnym planem. Zresztą opuścmy moje podwórko i rozejrzyjmy się dokoła. Jest nieco blogów, które budzą emocje swoimi treściami. I nie zawsze wiemy, kto je pisze. Nie mówię tu nawet o Kominku, który wierzy, że jak zeszmaci w swoim tekście kobietę, to mu się penis wydłuży. Nie mówię o fanatyku, który jest znany z imienia i nazwiska, a jedynie ksywkę ma...niepokojącą. Nie chodzi mi nawet o feministki, gdzie wiadomo, że to pisze Kazia albo Magda. Ale ich czytelniczki? Za tym śmiesznym, pokręconym nickiem jest kobieta, która uważa mężczyzn za podgatunek. Za tamtym inna, która najchętniej wystrzelałaby kler. A blogi prawicowców? Jest jeden, który wzywa do legalizacji strzelania do lewaków. Są tacy, co w taki czy inny sposób zieją nienawiścią do wszystkic myślacych inaczej, niż oni. I co - powiecie mi z ręką na sercu, że oni tak tylko dobitnie wyrażaja swoje poglądy? Że nigdy nic nikomu? Nie. Bo są anonimowi. I nic o nich nie wiecie. A oni mogą wiedzieć o Was więcej, niz sami myślicie. I nie łudźcie się, że nie zechcą zrobić użytku z tej wiedzy. Pamiętacie "Fight Club"? Film lub książkę, bez znaczenia. Brygada przegranych gości, którzy postanowili urządzić świat po swojemu. Wysadzajac go w powietrze. To nie byli multimiliarderzy, z jakimi walczy Bond. To nie byli szaleni naukowcy, konstruujący niebieskie promienie śmierci. To byli kelnerzy, ogrodniczy, sprzątacze. Ludzie, któych widzimy codziennie. Którzy dla nas pracuja. Których czasem nawet nie zauważamy. A oni wiedzą wszystko. Wiedzą, gdzie mieszkamy. Kiedy jesteśmy w domu. Co jemy na obiad. Z kim śpimy. Gdzie pracujemy. I niewykluczone, że coś w nas ich wkurza. I równie niewykluczone, że po pracy logują się w necie jako ****** i pokazuja swoje prawdziwe oblicze. Ale my ich nie szukamy, nie sprawdzamy, nie traktujemy poważnie. Ba, czasem nawet podziwiamy - za to, że dobitnie potrafią powiedzieć to, co innym politpoprawność wpycha gardłem aż do żołądka, gdy tylko nieprawe mysłi przemkną im przez głowę. Zapewniam Was, moi mili Czytelnicy, że każdego z nich sąsiadka uważa sa miłego człowieka. Może jestem Twoim sąsiadem. Może uczę Twoje dziecko. Może podrywam Twoją córkę. Może siedzę dwa biurka dalej. Może jestem Twoim prawnikiem. A może szefem. Może pracujęw kadrach i wypłacam Ci pensję. A może w IT i dbam o Twoje maile. Może kupujesz u mnie codziennie rano bułki. A może ogladasz mnie, jak prowadzę wieczorny dziennik. Może kupiłeś moją płytę. A może rzucasz mi do kubeczka drobne, gdy zaczepiam Cię na chodniku. Może spowiadasz mi się. A może jestem Twoim lekarzem. Nazywam się Wesoły Terrorysta. Czy wiesz już, kim jestem? sobota, 14 marca 2009, wesoly_terrorysta
TrackBack
O tożsamości po raz kolejny
z Blog taktyczny
Pojawiło się, pośrednio, zamówienie na drugą notkę o tożsamości w sieci od Wesołego Terrorysty vel wywrotowca.blox vel Pana jakiegośtam vel 8230 ? Jak to się mówi - mówisz i masz. Chociaż pisanie na te same tematy po różnych blogach ... » Wysłany 2009/03/15 18:49:10
Komentarze
2009/03/14 11:38:08
No to czekam na kolejną notkę. W tym temacie:) A konkretnie - anonimowość a zagrożenie bezpieczeństwa publicznego:) Bo wychodzi mi, że trzeba w fascynujący sposób wyważyć proporcje między anonimowością, bezpieczeństwem a paranoją. Nie każdy, kto się ukrywa, musi chcieć mi poderżnąć gardło...chyba:)
Dziękuję za docenienie subtelnej aluzji w tytule, a czy potrafisz docenić subtelną aluzję również w podtytule?;) To jak - wiesz, kim jestem?:D A tak serio - jak myślicie, kim jestem? Z zawodu, wykształcenia. Myślicie, że Wasze zawody, domy itp. są tak łatwe do ukrycia? Nie zastanawiacie się czasem kim jesteście dla innych ludzi w sieci. jak oni Was postrzegają? Kogo dostrzegają - czy raczej: kogo chcą dostrzec - za Waszym nickiem? 2009/03/14 16:18:56
wesoły, a co ty tak groźnie straszysz? Nie znamy się, fakt, ale czytamy się :)
Bezpieczeństwo w sieci to już inny problem i nie można go do końca rozwiązać... nie da rady Beata 2009/03/15 19:52:14
Yes, yes, yes - udało mi się wysłać trackback. O szczęście niepojętne! Na temat tego wpisu jest notka u mnie, zgodnie z Twoim życzeniem:)
@odzywkadowlosow vel Beata: nasz cichy kolega raczej nie jest Kaszubem, chociaż mieszka na Wybrzeżu i na pewno nie odmawia wsparcia:) 2009/03/15 22:01:16
Kaszub to Kaszub i kniec. to nie tylko przynalezność regionalna, to upór, samodzielność i lenistwo :)
2009/03/15 22:46:00
@Beata: z całą pewnością nie jestem Kaszubem, nie poczuwam się do bycia Kaszubem i nie pozwolę się zaliczać do Kaszubów:) To ja nawet na Kaszubach nie mieszkam!:) Kaszubów znam, szanuję - ale ja jestem nieco inny:)
@Slawkas: ładnie pogrywasz...no, ale po Tobie mogłem się tego spodziewać:) Co do tracbacka - to chyba nie było trudne...do Twojej notki odniosę się u Ciebie:) 2009/03/15 23:06:42
Aż do dzisiaj wysyłanie trackbacków i ich zastosowanie było dla mnie zagadką. Rzeczywiście nie było to trudne, ale to było tak jest ze wszyskim, co nas otacza. Wszystko się może się jawić jako zagadka tylko do momentu zanim się ktoś za to po prostu nie weźmie:)
2009/03/16 07:55:23
Wreszcie znalazłem choć chwilę na skontrolowanie, co też porabiają moi drodzy koledzy (koleżanki również, a jakże) w sieci, a tu takie tematy:) Nie sposób nie dać Ci racji (to do WT) w tym co piszesz, ale swoją drogą - nie zastanawiałem się dotąd nigdy nad tym i nie powiem, żebym się do tego spieszył. Jak już gdzie indziej pisaliśmy, anonimowość w sieci jest tylko pobożnym życzeniem, jednak to prawda też, że nie mamy pojęcia, kto się kryje za tymi wszystkimi nickami. Tylko co z tego w zasadzie? Z jednej strony byłoby dziwnie, gdyby się okazało kiedyś, że niejaki WT (tak przynajmniej nazywający się w Sieci) wysadził rzeczywiście jakiś szklany wieżowiec w powietrze, z drugiej jednak - co z tego? Czyżbym się miał poczuć winnym, że nie rozpoznałem w WT potwora?:)
Może to dziwnie zabrzmi, ale dla mnie Sieć to miejsce spotkań, jakby to nazwać, "avatarów"? W sensie takim, że komunikujemy się tylko na poziomie takim, jaki sami uważamy za sposobne (chyba że zaczniemy pokazywać sobie CV i fotki na naszej klasie). I tylko to dla mnie ma znaczenie - WT to dla mnie osoba, z którą miło podyskutować, o ciekawych poglądach, w pewnym sensie jednak wirtualna, odarta z przyziemnych cech. Nie gra dla mnie roli, co robi w życiu prywatnym, kim rzeczywiście jest. To już coś, co grałoby rolę, gdybyśmy chcieli się poznać w "realu". Nie znaczy to, że tego nigdy nie będziemy chcieli, wtedy rzeczywiście mogłoby mnie ciekawić, kim naprawdę jesteś. Ale póki co istniejemy obaj w takiej "nieoznaczoności" (że sięgnę do fizyki), która jest całkiem wygodna. 2009/03/16 10:55:28
@slawkas: Ty i ta Twoja dwuznaczność:) Trackbacki są fajne, choć nie zawsze mi się udaje z nimi...ale kiedyś się udąło:)
@fi: witamy kontrolera:) Nikt nie wymaga od Ciebie rozpoznawania potwora, ale przyznaj - gdybyś wiedział, że ja to ja, a potem zobaczyłbyś mnie w tv jak krzyczę "Allach Akbar" i wysadzam jakiś budynek, byłbyś w małym szoku...mi raczej chodziło o to, że śmiejemy się np. z feministek, które nazywają facetów podgatunkiem - ale jeśli kiedyś któraś z nich ruszy w miasto z zamiarem wykastrowania tego i owego, śmiech zamrze nam na ustach... A tak ogólnie to nie dotyczy to wyłącznie naszej aktywności sieciowej, ale nie popadajmy w paranoję:) 2009/03/16 14:45:36
Kontrola wypadła summa summarum pozytywnie, więc nie ma źle:) Może mówię to lekkomyślnie, ale - na pewno pomijając wielkie zaskoczenie - nie odbierałbym tego jakoś inaczej (piję teraz do Ciebie w TV i wysadzania budynków) niż w przypadku kogoś obcego. Cóż, pomyślałbym pewnie: "A taki miły, spokojny i grzeczny chłopak był...:P
Paranoja to bardzo ważne słowo w tym kontekście, jak najbardziej, trochę mimo wszystko Twój wpis brzmi paranoicznie:) 2009/03/16 18:24:15
finwe - masz rację, tu, to tu, a real to real:)
wesoły- prowokujesz i prowokujesz, straszysz terroryzmem w realu i kurna wie czym. Jasne, gdyby sie okazało, że jesteś łajza i łobuz :) byłoby mi przykro, że tak sobie piszemy ładnie ze sobą. Pewnie za jakis czas musiałabym sie zgłosic na przesłuchanie do prokuratury, albo przyjechaliby do mnie:) nowe doświadczenie...ale nie naiwność. Wpuszczamy siebie do naszych domów tylko na wysokość monitora To tak jakbys czytał książkę, bohater jest okropny, ale jej nie spalisz...najwyżej nigdy więcej jej nie przeczytasz... 2009/03/16 21:02:49
Pisanie w sieci odbieram podobnie jak wy, chociaż z zapewne z innych powodów. Powodów nie ma sensu tu rozstrzygać, bo są sprawą osobistą każdego z nas, a skutek i tak przynoszą ten sam. Czyli podejście do internetowych spotkań jako do okazji wymiany poglądów czy pożartowania dokładnie z tą osobą, jaka mi się prezentuje z ekranu. Nie mam potrzeby dociekać, z kim personalnie mam do czynienia, ani nie wzbija mnie to na większy poziom poufałości, kiedy znam/poznaję swojego rozmówcę. Co wcale nie oznacza bezduszności w tych relacjach - i bez tego wszystkiego bywam, jak obawiam się, bezczelny :) Znajomość "avatarów" przebiega i ewentualnie rozwija się niejako naturalnie, identycznie jak znajomości w realu.
WT poruszył kolejny problem, co właściwie oznaczają ekstremalne poglądy, z którymi się spotykamy w sieci. Pół biedy, jeśli ich okazanie wynika z chęci zaszokowania albo ekspresyjnego wyrażania się, albo po prostu wynikają one z podłego chwilowego nastroju. Cała bieda, że nie rzadko są to poglądy serio. Wtedy mamy potencjalnie do czynienia z kimś, kto w sprzyjących warunkach mógłby czynnie te poglądy realizować, albo przynajmniej przyklasnąć tym, którzy podejmą ten godny w jego mniemaniu trud. 2009/03/17 10:30:07
@fi: to miało być paranoiczne. I w sumie miło że dostrzegłeś tę stronę mojej notki. A kolega Slawkas przełożył na ludzkie to, o czym ja sobie tu popisałem...wiesz, taka znajomość z kimś, kto kiedyś wysadzi jakiś budynek nieco przypomina sytuację "tu Wojtuś, też mam 12 lat..." - od flirtu ze złem, nawet nieświadomego, nie zawsze można uciec.
Ale mądrze napisałem:) @odzywka: łajza i łobuz:) podoba mi się:) Co do prokuratorów - nie martw się, jesteś poza podejrzeniami. Twój tekst o wpuszczaniu się na wysokość monitora już uwiecznił Slawkas, ale mnie urzekło to o książce i jej bohaterze. Masz talent do takich sformułowań, tak jak my:D @Slawkas: tu mi się nasuwa pytanie - czy gdybym spotkał kogoś z Was w realu (albo Tesco czy Auchan), to zachowywałbym się w stosunku do Was jak WT, czy jak *******? WT już znacie nieco, a mnie jeszcze nie:) Trafiłeś w sedno z tymi poglądami ekstremalnymi - nigdy nie wiadomo, z kim gadamy. A w sieci, gdy jest to tylko "avatar", dość łatwo lekceważymy to, co czytamy / widzimy. Bo to przecież "nie jest realne"... Ja byłbym w szoku, gdyby okazało się, że ten czy ów był "miłym, spokojnym chłopcem" w oczach sąsiadki.
Gość: , adm186.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/18 22:31:52
Oj, wesoły...:)
taki Kubus Fatalista z Ciebie:) 2009/03/18 22:32:44
zapomniałam dodać podpis:)
Oj, wesoły...:) taki Kubus Fatalista z Ciebie:) |
|
||||||
www.metrolyrics.com/you-know-my-name-lyrics-chris-cornell.html
"You Know MY Name" z "Casino Royale". Myślę, że docenisz:)