|
Blog > Komentarze do wpisu
PARYTET DLA GŁUPOTY
Bo czasem trzeba napisać o rzeczach oczywistych.
W przepiękny dzisiejszy poranek, gdzieś pomiędzy poszczególnymi kęsami śniadania, dotarła do mnie (z tvn 24) informacja, że grupa kobiet (zrzeszona w jakiejś organizacji, a jakże...) pod światłym przewodnictwem Magdaleny Środy planuje zaspamować skrzynki posłów, tłumacząc im, o co chodzi z tym parytetem. Bo rzekomo nie rozumieją i dlatego nie chcą go przyjąć. Pokładam w wybrańcach narodu niesamowitą nadzieję - że nadal będą takimi tłukami, co nie kumają. Całym sercem jestem PRZECIWNY parytetowi na listach wyborczych - ale wynika to z jednej prostej przyczyny: nienawidze, gdy do czegoś jestem zmuszany. A w tym wypadku o zmuszaniu można mówić jak najbardziej. Najpierw rozpatrzmy sprawę z punktu widzenia partii politycznej. Załóżmy, że jest jakaś partia, która ma przewagę kobiet. Hmmm...właściwie to jest taka (albo była) - Partia Kobiet się nazywa. No więc - zgodnie z nazwą - partia ta zrzesza głównie kobiety. Domaga się równych praw i tego wszystkiego, do czego przypieprzają się feministki podczas każdej kolejnej manify, ale nie w tym rzecz. Ma prawo. Nadchodzą wybory, w których obowiazuje parytet. Partia kobiet ma więc następujące wyjścia:
Każde z tych rozwiązań nie jest chyba zbyt wygodne dla partii, prawda? No to popatrzmy z perspektywy wyborcy. Jak ja, człowiek stojący nad urną z kartką, mam się czuć, gdy obowiazuje parytet, a ja wiem to, co napisałem powyżej? Jaką mam pewność, że mój głos nie trafi się komuś z łapanki albo jakiemuś karierowiczowi? Albo że jakaś wartościowa kandydatura, z którą mógłbym się w pełni identyfikować, odpadła - bo musiała? Oczywiście, Wujek G. pomoże i będę mógł sprawdzić każdego - ale przez parytet zmuszono mnie do sprawdzania większej ilości kandydatów. Tym samym - czy każdego mogę sprawdzić tak samo dobrze? No i najważniejsze - dlaczego prof. Środa uważa mnie (i każdego z wyborców) za idiotę, który nawet płci nie potrafi rozpoznać? Dlaczego uważa, że - jeśli już potrafię odróżnić dziewczynkę od chłopca - w swoich wyborach politycznych nie kieruję się merytoryką? Jeśli na liście wyborczej widzę kobietę, której polglądy mi odpowiadają - to choćby była jedyna, ma mój głos. Ale najwyraźniej prof. Środa chce mi utrudnić wybór, zrobić mętlik w głowie - i przepchnać do parlamentu miernoty. Tu przypomniał mi się żart o facecie, który chciał sprawdzić trzy kandydatki na żonę, więc każdej dał na miesiac tysiąc dolarów. Po miesiacu pierwsza przyszła w nowym futrze, olśniewającym makijażu - mówiąc, że wydała na to pieniądze, aby był z niej dumny, aby wszyscy mu jej zazdrościli, aby była jego ozdobą. Druga przyniosła mu najlepsze garnitury, kosmetyki, jedzenie - aby pokazać mu, że dba o niego, że zrobi wszystko, aby on się najlepiej czuł i prezentował. Trzecia zaś przyniosła dziesięć tysięcy dolarów, gdyż całą sumę zainwestowała, aby udowodnić swoją gospodarność, zaradność i zmysł inwestycyjny. Którą z nich wybrał mężczyzna? Tę z największym biustem. I niewykluczone, że taki powinien być klucz wyboru - skoro prof. Środa sprowadza mnie do roli gościa, który przy wyborze kieruje się płcią (i niczym innym), to mogę grać takiego prymitywa. Właściwie tu mógłbym skończyć (w sumie niezła puenta - dowcipna, prawda?), ale pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę ogólną. Większość polityków i wyborców popełnia jeden, podstawowy błąd. Krytykując zachowania strony przeciwnej, z całego serca popierają działania swojej strony - nie dostrzegając pewnych analogii. Skoro dziś mamy poprzeć parytet dla kobiet, to jutro poprzemy go dla homoseksualistów, niepełnosprawnych, katolików, muzułmanów...i tak dalej. Podobnie jest z każdą dziedziną życia, która normalnie jest regulowana przez ludzki rozsądek (albo głupotę), a w którą politycy chcę wpychać paluchy. Skoro nasza władza wie lepiej, co jest dla nas dobre - to dlaczego odmawiamy tej wiedzy opozycji? Skoro lewica może dofinansowywać antykoncepcję (zgodnie z własną ideologią), to prawica może dofinansowywać budowę świątyni opaczności (zgodnie z własną ideologią). To działa w obie strony. Ten polityk, który jako pierwszy to dostrzeże, zrozumie i zastosuje - ten będzie prawdziwym mężem stanu. piątek, 04 września 2009, wesoly_terrorysta
TrackBack
KUP SE BABĘ
z Pamiętnik wywrotowca
I znowu absurdalność świata za oknem sprawia, że planowana notka musi poczekać. A w mojej głowie jest już ładny tytuł notki i początek wstępu , będącej niejako kontynuacją tej o szkole. Tym razem na tapetę trafi kolejny istotny filar wychowywania ... » Wysłany 2010/02/23 10:14:29
Komentarze
2009/09/04 11:53:46
@kobietawkryzysie: witam serdecznie! Mam nadzieję, że zagoscisz tu na dłużej:)
To po kolei: Nie uważam, że mężczyźni lepiej dbają o interes kobiet. Ale prawda jest taka, że politycy winni dbać o interes obywateli bez względu na płeć, prawda? Jeżeli ktoś idzie do władzy pod sztandarem reprezentowania praw kobiet, to raczej moich głosów nie zdobędzie (tak jak nie zdobędzie ich ktoś walczący o prawa katolików, gejów, mężczyzn, górali, hydraulików itp). W polityce jest więcej mężczyzn, bo...no właśnie? Dlaczego? Bo jak już skrzykną się panie i założą swoją partię, to i tak się nie przebiją? A może jednak panowie jakoś chętniej garną się do polityki (statystycznie), a kobiety wolą uczciwsze zajęcia?:) Zadanie dla głów mądrzejszych od mojej - ale mówić, że mężczyźni się lepiej nadają to bzdura. Polityka nie wymaga jaj fizycznie, a w przenośni - więc płeć nie ma tu znaczenia. Ale dla M.Środy najwyraźniej ma. W sejmie są niepełnosprawni posłowie - dokładnie trzech. Specjalnie dla nich w wakacje zrobiono remont mównicy - wyguglaj "niepełnosprawni posłowie". Byli już w poprzedniej kadencji:) Dostali się tam BEZ PARYTETU! Można? Można. A że jest ich niewielu...patrz moje rozmyślania akapit wyżej. Może większość niepełnosprawnych woli robić coś cieszącego się większym uznaniem społeczeństwa?:) W polskim rządzie faktycznie nie było osób niepełnosprawnych fizycznie - w każdym razie też sobie nie przypominam takiej sytuacji. Ale nikt nie łączy tu niepełnosprawności fizycznej z ułomnościami umysłowymi (faktycznymi bądź domniemanymi). Nie nadinterpretuj proszę, nie tutaj - to moje zadanie:) Nie zrobiłem porównania kobiet do niepełnosprawnych, a jedynie przerysowałem pewną sytuację. Ale jeśli dla Ciebie to było porównanie - porównałem też kobiety do katolików, muzułmanów, homoseksualistów i do "takdaleja" - to też daje do myslenia? Czytanie selektywne ma swoje minusy:) Nie mów, że nie możesz zagłosować na kobietę. Możesz. Głosujesz na nie? Głosujesz na nie ze względu na płeć czy poglądy? Jest różnica pomiędzy Szymanek - Deresz, Kopacz, Natali - Świat i Rokitą, prawda? A wszystkie są kobietami... Nie mów, że MUSISZ glosować na mężczyzn - kolejne przerysowanie, niestety zbytnie. Serio, przesadzanie i przeinaczanie zostaw mi - ja już nieraz byłem za to besztany, mam wprawę:) Z ograniczaniem wolności wyboru będę miał do czynienia, jeśli partia kobiet wyrzuci jakąś ilość pań, aby sprostać parytetowi. A jeśli dobierze jakiegoś łobuza - to będę miał oczywiście poszerzony wybór. Ale czy to o to chodzi - abym mógł wybierać także spomiędzy szubrawców? Wiem, że środki antykoncepcyjne nie są refundowane, wiem, że świątynia kasę dostała. Nie chodziło mi o te konkretne przypadki, ale o zasadę! Dlaczego lewica burzy się w związku z finansowaniem świątyni, skoro chce czegoś takiego samego? Albo ujmę sytuację delikatniej: gdyby były dwie partie - wegetarian i mięsożernych, partia wegetarian mogłaby walczyć o dofinansowanie do warzyw i owoców, ale protest przeciwko dofinansowaniu produkcji mięsa byłaby z jej strony hipokryzją... Mówię o zasadzie, a nie o konkretnym przykładzie. W Twojej wypowiedzi odczułem sporo emocji oraz lekkie ataki na moją wypowiedź, spowodowane takim emocjonalnym podejściem do tematu. To mogło nieco przeinaczyć odebranie mojej notki w Twoich oczach. Czy dobrze zrozumiałem? Jeśli tak, to więcej luzu - tu się jest bez krawatów:) 2009/09/04 12:45:21
Zgadzam się z wesoly_terrorysta to jest czysta głupota. Proszę mi wytłumaczyć po co nam parytet skoro widać w jakim stopniu przegrała partia kobiet. Nie wynika to ze złej woli. Kobiety nie zagłosowały za kobietami, gdyby tak zrobiły to było by ich znacznie więcej w sejmie. Czytałem analizę takiego przypadku - było chyba gdzieś na gazeta.pl zaraz po ogłoszeniu informacji o parytecie.
Część kobiet głosuje za mężczyznami bo uważają, że kobieta powinna być przy dzieciach, a nie jeździć po świecie. To jest tok myślenia, szczególnie na wsiach, żaden parytet tego nie zmieni. Mnie osobiście wypowiedzi pani prezydent Warszawy w sprawie hali targowej bardzo się podobały, w poprzedniej kadencji nic z tym nie zrobiono, a prezydentem był facet. Inna kwestia - poglądy polityczne to jest problemem. Jeśli mnie pamięć nie myli to na partię kobiet zagłosowało więcej mężczyzn niż kobiet, o czym to świadczy? Plakat z nagimi przyszłymi posłankami miał mnie przekonać? Nie no bez jaj, już SLD zostało posądzone o przyciągnięcie "wyborców gejów" po zdjęciu w Newsweeku. Jaki to ma związek z poglądami politycznymi? Żaden. Czysty wygląd się liczy. Na koniec ocena pań w polityce. Dla mnie zachowanie pani Fotygi, Rokity czy Beger pozostawia wiele do życzenia. Takie osoby także wpływają na sposób głosowania przeciętnego obywatela. 2009/09/04 13:32:45
@domik82: witaj, dawno Cię tu nie było:) Cóż mogę dodać - zgadzasz się ze mną, więc jest OK:) A serio - nie widziałem analiz przegranej Partii Kobiet, ale jeśli było tak, jak mówisz (a czemu miałoby być inaczej), to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jakieś sztuczne rozwiązania nie wypalą. Więc po co je produkować? Brzytwą Ockhama to się chyba nazywa:) Polem działania feministek winno być zmienienie myślenia kobiet i mężczyzn, aby nie było ono takie, jak przytoczone przez Ciebie (że kobieta to w garach powinna być). Świecenie gołym tyłkiem z plakatu (o czym pisałem na początku tego blogu - możecie poszukać w archiwum, jeśli jesteście dość uparci) nic nie da - najwyżej narazi na śmieszność.
Przytoczone nazwiska - no właśnie, niegłosowanie na nie nie jest efektem mizoginizmu, ale raczej instynkt samozachowawczy:) 2009/09/04 20:32:28
Parytet to przykład wstecznictwa. Parytety miały np. francuskie Stany Generalne. Przez pięć wieków zdecydowana więskszość społeczeństwa miała 1/3 miejsc. Pozostałe trzecie miała szlachta i duchowieństwo. Parytety gwarantowały, że Stany nie poszaleją. W Sejmie I kadencji, tzw. kontraktowym, społeczeństwo dostało parytet 35% mandatów do wolnej walki, reszta była zagwarantowana dla nomenklatury. Kto uwierzy, że parytety to narzędzie demokracji? Nawet feministki w to nie wierzą, w każdym razie nie te najgłośniejsze. One wiedzą, że w demokratycznym społeczeństwie osobiście się nie przebiją, dlatego chcą demokrację ograniczyć w taki sposób, żeby zwiększyć swoje IDYWIDUALNE szanse. To chodzi wyłącznie o prywatę. Jak to ktoś zauważył, feminizm jest to wehikuł pozwalający zrobić karierę mniej zdolnym przedstawicielkom płci pięknej. Feministki boją się konkurencji ze strony wszystkich kobiet, które świetnie radzą sobie o własnych siłach. Dlatego kobiety protestujące przeciwko parytetom są przez feministki po chamsku wyzywane od najgorszych, ale w niczym im nie przeszkadza, że dzięki parytetom w Sejmie na pewno znalazłyby się takie postacie jak Sobecka czy Kruk, których poglądy na rolę kobiet w życiu są radykalnie różne od feiministycznych. Zresztą, to ostanie zjawisko doskonale ilustruje w jaki magiel zamieniłaby się polityka przy większym udziale kobiet. Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że 50% udział kobiet politykę poprawi, a pojawiają się takie wydumane argumenty, to dlaczego zatrzymywać się w pół drogi? Dalczego nie uczynić polityki idealną i nie zapewnić kobietom 100% miejsc na listach. Kto chętny? Wpisywać miasta;)
Gość: Beata, acp69.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/04 21:11:42
Slawkas, to nie jest takie proste - "Feministki boją się konkurencji ze strony wszystkich kobiet, które świetnie radzą sobie o własnych siłach". tak, to tych, co sobie nie radzą bać się nie trzeba? :)
co do reszty to nic nie powiem, powtórzę sie jeno...jak to dobrze być ślimakiem:) a każdy facet, który pamięta o zamykaniu klapy sedesowej ma ode mnie mandat:) 2009/09/04 21:23:03
A ślimaki zamykają muszle?
2009/09/04 22:52:15
Hm., może przerzuć się z sympatiami na dżdżownice, jak radzi anty? To też obojnaki, a jakieś schludniejsze :)
Co do obaw feministek, to moim zdaniem właśnie tak uważają - nie obawiają się tych kobiet, co sobie nie radzą. Mają je w ogóle w nosie. 2009/09/05 23:00:27
@domik82: to komentuj, komentuj - to zawsze cenne słowo.
@Slawkas: no cóż, czasem mam wrażenie, że walisz z grubszej rury, niż ja - i dobrze. Z tym "cała władza w ręce kobiet" to może przeginasz - ale gdyby podsunąć feministkom hasło "55% procent dla kobiet", to może to by je wykończyło? Co do wehikułu - Ty to wiesz, ja to wiem, a im nie przetłumaczysz:) @Beata: ja pamiętam, przypomnę Ci, gdy będę kandydowac:) Brak komentarza d oreszty przeżyję, ale prosze o wyjaśnienie, o co kaman z tym ślimakiem...
Gość: Beata, ado70.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/05 23:45:55
WuTe:) jestem namiętnym zwolennikiem, namiętną zwolenniczką jednopłciowości, denerwuje mnie płeć mózgu, podziały na preferencje seksualne, tradycyjne podziały na role społeczne (kobieta to, facet tamto).
Może być mężczyzna , który lubi szydełkować i kobieta która lubi rabac drzewo, wszystko to sa człowieki i już, slimaki takie, bo slimak to jest tak zwane łoszengoł:) 2009/09/06 08:08:26
Oj ale się przyciężkawa dyskusja rozpętała, i to w jakim czasie:) I jak to zwykle bywa - temat mi dotąd nieznany i trudno mi z tego względu coś mądrego powiedzieć, jednak samą wypowiedź pana WT akceptuję jako rozsądną i popieram - każdy środek przymusu czy ograniczania swobody wiąże się z kaleczeniem demokracji, a to już śmierdząca spawa
2009/09/06 22:51:25
@Beata: a, w takim sensie ślimakiem...podoba mi się:) I popieram ten punkt widzenia:)
@fi: no widzisz, jednak taki lewicowy nie jesteś:) Cieszę się, że się zgadzasz - bez względu na poglądy polityczne - bo to tylko utwierdza mnie, że "antyparytetowość" jest czymś naturalnym, wynikającym z wnętrza człowieka, natomiast parytety są próbą sztucznego regulowania normalnego przepływu płci w społeczeństwie. 2009/09/07 07:48:26
Cóż, moja lewicowość sprowadza się w sumie do tego, jak rozumiem rolę państwa w stosunku do społeczeństwa, jednak czy parytet jest lewicowy czy nie to nie mam pojęcia:)
2009/09/07 09:08:26
A może jednak panowie jakoś chętniej garną się do polityki (statystycznie), a kobiety wolą uczciwsze zajęcia?:) - i nie przeszkadza im, że ktoś inny decyduje za nie o ich problemach?
"tak jak nie zdobędzie ich ktoś walczący o prawa katolików, gejów, mężczyzn, górali, hydraulików itp)." - to nie jest prawdą, bo akurat np. katolicyzm jest bardzo upolityczniony - wielu polityków posługuje się tymi poglądami, aby zrobić karierę. Co do gejów - to np. w filmie "Obywatel Milk" można zobaczyć jak to się robiło w USA. Mężczyźni głosują na siebie nawzajem i dbają o swoje prawa doskonale. Hydraulicy? Trzeba powiedzieć, że niektóre grupy zawodowe (np. górnicy, hutnicy) są bardzo upolitycznione i potrafią wywierać nacisk na rząd. Tak jak pisałam wcześniej - jest to kwestia założeń - jeśli uważamy, że kobiety nie garną się do polityki, nie chcą awansować w pracy, lubią wykonywać prace słabo opłacane i mało prestiżowe, to wszystko jest OK. Tak jest im wygodniej, tak lubią, na storość zajmą się wnukami a jeść dostana od męża (albo nie). Ja akurat uważam inaczej, że kobiet byłoby więcej np. w polityce gdyby nie było barier. Po prostu będąc kobietą mam mniejsze szanse na karierę polityczną i dlatego planując swoja przyszłość nie brałam jej wcale pod uwagę (bo to tak działa). NIe każdy ma ochotę przebijać głową mur:) Czy Sobecka albo Rokita są gorsze od Lepera albo Giertycha? Ktos tu napisał, że polityka z kobietami zamieni się "w magiel" - faktycznie kultura panów posłów bije po oczach:) 2009/09/07 09:25:11
I jeszcze jedno - hydraulikiem można przestać być. Kobietą nie (operacja?!). Gejem też nie - według mnie. Ale jak gej się stara o pracę, to nie musi mówić o swojej orientacji. Po mnie natomiast od razu widać, że jestem "babą" - i to często, niestety bywa główny czynnik oceny, przed wykształceniem, doświadczeniem itp.
Społeczeństwo bezpłciowe (ślimaki?!) na pewno byłoby inne. Niemniej jednak społeczeństwo nie jest bezpłciowe tylko niektórzy udają że jest (i prawią o "kompetencjach"). Każdy ma płeć i jest za to punktowany - cenimy bardziej mężczyzn, więc im dodajemy punktów. 2009/09/07 12:09:04
Rację ma autor bloga, że trzeba zmienić myślenie - tylko jak?
"Oficjalny" pogląd głosi - że wszystko jest super i nic nie trzeba zmieniać, a feministki to wariatki. Często zdarza się, że osoby publiczne mówią: "nie jestem femnistką, ale..." i wypowiadają feministyczne poglądy. Wcześniej mnie to dziwiło, teraz już nie - czy ktoś chce zostać uznany za niespełna rozumu? 2009/09/07 23:16:56
@fi: mi się kojarzy, a czy jest - to też nie mam pojęcia:)
@kobietawkryzysie: znowu uogólniasz... "kobiety nie garną się do polityki, nie chcą awansować w pracy, lubią wykonywać prace słabo opłacane i mało prestiżowe" - kto wysunął takie założenie? Osobiście znam masę (i to jest masa realna) kobiet, które chcą robić karierę, zarabiają kupę kasy, w dążeniu do awansu biją na głowę otaczających je mężczyzn, ale politykę omijają szerokim łukiem. Bo to brudne, mało płacą...:) A są przy tym wszystkie bardzo kobiece. I realizują się w różnej maści związkach mniej lub bardziej formalnych. I co Ty na to? Ale o takich kobietach feministki nie powiedzą - bo takie kobiety nieco im nie pasują do szablonu. Bo wiesz - tym kobietom nie przeszkadza, że ktoś inny decyduje za nie o ich problemach. Tak jak ja nie mam problemu z tym, że o moich problemach decyduje ktoś inny. Ja kogoś wybrałem, one też. Mężczyzna, kobieta - bez różnicy. Polityk. To jego robota, żebym miał dobrze. To polityk jest "przedstawicielem narodu". Ja nie mam do tego zdrowia, więc go zatrudniam - a sam zajmuję się tym, co lubię:) Nie rozumiem, czemu tak zwróciłaś uwagę na tych hydraulików - przecież wiesz, że nie o to mi chodziło:) Mogłem napisać "rudych, blondynów czy szatynów"... Prośba nr jeden - wypisz proszę jakie REALNE bariery masz w zabawie w politykę jako kobieta? Bo to, co podałaś, to są Twoje bariery "urojone" - ot, uważasz, że się nie przebijesz. To trochę tak, jakby o barierach mówili ci, co od kilku lat nie dostają się do parlamentu (jakiś UPR czy inne Marki i Jurki). A co ma Sobecka do Leppera? Parytety nie wyeliminują ani nie zwiększą ilości takich ludków. To jest, no kurcze, demokracja - każdy ma szanse. Parytet nic nie zmieni. Zauważ, że wymieniłem różne posłanki - one się dostały bez parytetu, a jedne są lepsze od drugich. Taki urok głosowania ciemnego ludu:) Podobnie z kulturą - nie widzę różnicy między nawalonym Wójcikiem a Kruk. Co do dyskryminacji np. przy pracy - jeśli ktoś ma problem z tym, że jesteś kobietą, to to jest JEGO problem, a nie Twój. Polecam Ci w tym miejscu dość ciekawą dyskusję na podobne tematy (tolerancja w USA i Europie) na blogu cenionej przeze mnie Lanooz (lanooz.net). Linka nie podam z lenistwa:) Kurcze, mnie kiedyś nie przyjęli do pracy ze względu na mój sposób spędzania wolnego czasu, a mojego kumpla ze względu na otyłość. Czy mamy zawalczyć o parytety? Nie. Stwierdziliśmy "co za buce" i znaleźliśmy inną robotę. Nie siedliśmy, nie użalaliśmy się, jak to nas prześladują. Ja mężczyznom punktów nie daję - ale Ty masz najwyraźniej (z całym szacunkiem) z tym jakiś problem. I tu dochodzę do Twojego ostatniego punktu - zmiana myślenia. Zauważ, że wypada zmienić jedynie to skrajnie konserwatywne myślenie (tu reprezentowane przez polską wieś katolicka). Pomijam w tym momencie kwestię potrzeby zmieniania czyjegoś myślenia generalnie i uprawomyślniania go na siłę. Ale zmiana myślenia o kobietach nie dokona się za pomocą parytetu - sądzę, że tu może być zwykły opór materii i będzie jeszcze gorzej. Trzeba wziąć się w garść i działać (jak ja i kolega w powyższym przykładzie). Czyli - i tu dochodzimy do gwoździa programu - trzeba wpierw zmienić swoje myślenie. Nie liczyć, że coś mi się od świata należy za sam fakt istnienia, ale wydrzeć to pazurami - bo to jest MOJE (i mi się należy) - zgodzisz się ze mną? Niestety, jak obserwuję feministki, takie rozwiązanie im do głowy nie przyjdzie, a gdy się im je zasugeruje, to w kulturalny sposób mówią "spierdalaj". Co do przyznania mi racji - dziękuję. Tak trzymaj:) 2009/09/08 09:11:17
Napisałam, że kobiety "lubią wykonywać prace słabo opłacane" bo je wykonują (statystyki o tym mówią), a skoro nie ma żadnych barier (jak twierdzisz) mogłyby wykonywać inne prace, prawda? Dobrze płatne i prestiżowe. To logiczne.
Dlaczego uważam, że mężczyźni są preferowani? Statystyki! Gdzie są te kobiety, które zrobiły karierę i feministki ich nie zauważają (o których piszesz)? Nie będę grzebać w internecie, bo mi się nie chce:) ale sprawdź sobie, ile jest kobiet na wysokich stanowiskach w biznesie? Na przykład prezesów firm. Czy jest chociaż 30%? Jeśli nie, to dlaczego? Bo nie chcą? 2009/09/08 10:12:59
@kobietawkryzysie: jakby to tak delikatnie...OK, powiem prosto z mostu - poza gazeta.pl istnieje inny świat:) Świat, w którym kobiety SĄ prezesami, dyrektorami, szefowymi. W którym robią karierę. W którym są ambitne. W którym potrafią się przebić. Oczywiście, lepiej pokazać, że firmami z listy Wprost 500 kierują w większości faceci, niż poszukać, że jest armia kobiet kierujących mniejszymi firmami - z równym sukcesem. W swoim życiu spotkałem chyba więcej kobiet ambitnych, niż skazujących się na prace słabo opłacane (a ze względu na charakter mojej pracy spotkałem ich bardzo wiele, w różnych firmach). W większości moich prac (w tej chwili coś koło 10 pozycji w CV) za szefa (bezpośredniego albo wyższego szczebla) miałem kobietę. Czy ja żyję w jakimś magicznym świecie, gdzie kobiety sobie radzą, zamiast domagać się czegoś od innych? Inna sprawa że nigdy nie widziałem feministki poza telewizorem...:)
Widzisz - ze statystykami jest jeden problem: dobór próby. Aby uzyskać wyniki dla całej polskiej populacji z błędem statystycznym rzędu 3% wystarczy przebadać tysiąc osób. Być może podobnie jest z kobietami - ale ja w moich prywatnych statystykach, na wybranej przeze mnie próbie pokrywającej 100% spotkanej przeze mnie populacji widzę, ze to kobiety kierują firmami itp. Nie wiem, czy kobiety nie chcą (może nie chcą), nie potrafią czy nie lubią. Nie mi o tym rozstrzygać. Być może to jest to myślenie, które trzeba zmienić - żeby chciały (jak zwykle pomijam aspekt celowości zmieniania czyjejś woli na taką, aby była zgodna z moją wizją świata). Ale możemy się tak bawić w nieskończoność. Dlaczego kobiety nie założyły Google? Albo Facebooka? Naszej Klasy? Allegro? Blipa? Dlaczego kobieta nie pisze Techcrunch albo Antyweb? Dlaczego jest mniej kobiet na Blipie (tak mi się wydaje, może się mylę). Dlaczego strony pornograficzne w większości są kierowane do mężczyzn? Dlaczego kobiety częściej są księgowymi (ba - dochodzi nawet do dyskryminacji mężczyzn, kiedy pojawia się ogłoszenie "księgową zatrudnię") albo kadrowymi? Albo pielęgniarkami, nauczycielkami? Dlaczego jest mniej kobiet na studiach inżynierskich? I tak dalej, i tak dalej... Czy w którymś z tych przypadków działają jakieś bariery? Preferencje odbiorców? A może jednak wolna wola danego człowieka? Oczywiście - jeśli chcemy, możemy ją zmienić. Ale nie mówmy, że są to jakieś ograniczenia zewnętrzne. Pytasz, gdzie są te kobiety, które odniosły sukces. Odpowiadam - dokoła mnie. Mieszkam w dużym, polskim mieście. Ze względu na pracę - podróżowałem po mniej więcej jednej trzeciej kraju. I mówię Ci, jak ja to widzę. A że nie ma ich na liście Wprost albo Rzepy? Nie ma tam setek tysięcy firm, które odniosły sukces - ale nie mają obrotów liczonych w miliardach euro. Czy to o czymś świadczy? 2009/09/09 08:58:59
"poza gazeta.pl istnieje inny świat:) Świat, w którym kobiety SĄ prezesami, dyrektorami, szefowymi. W którym robią karierę. W którym są ambitne. W którym potrafią się przebić. Oczywiście, lepiej pokazać, że firmami z listy Wprost 500 kierują w większości faceci," - sorry, ale zdecyduj się, czy czytam "Gazetę" czy "Wprost", czy "Rzepę":), bo to zupełnie inne światy:)
Też mieszkam w dużym mieście i nie spotkałam kobiety - prezesa. Mój mąż miał szefową, ale była to firma francuska:). Owszem, widuję "prezeski" w "Gazecie":), tak jak mężczyzn wychowujących dzieci:) Wszystkie zjawiska, o których piszesz są przedmiotem zainteresowania socjologów, psychologów itp. Ciebie to nie musi interesować, oczywiście. Tyle,że piszesz o zjawisku społecznym (polityka), ale jak rozumiem nie chcesz go pogłębiać. Ja się oczywiście cieszę, że kobiety prowadzą z sukcesem np. hurtownie, ale to, że ich nie wśród prezesów największych firm oczywiście o czymś świadczy - choćby o tym, że nie prowadzą największych firm:) - czyli nie ma ich w świecie największych pieniędzy i władzy. Może to tylko kwestia czasu. I ma to swoją przyczynę, która oczywiście może Cię nie interesować. Owszem, badania są wyrywkowe i mogą być obarczone błędem - tyle, że nie ma innego źródła wiedzy poza osobistym, subiektywnym doświadczeniem, które jak widać każdy ma inne. Tyle, że ja nie pisałam o tego typu badaniach, tylko o statystykach, gdzie zlicza się wszystkich - np. jest więcej bezrobotnych kobiet niż mężczyzn, dochody kobiet są niższe niż mężczyzn itp. Właściwie to bardzo optymistyczne, że uważasz kobiety za istoty wolne, pełne energii (odnoszą sukcesy), moralnie nie skalane (polityka) i tyle takich kobiet znasz:) Szkoda tylko, że nie jesteś kobietą, bo byłoby to bardziej wiarygodne. Ale może chociaż masz taką kobietę sukcesu za żonę... Pozdrawiam! 2009/09/09 09:36:49
@kobietawkryzysie: GW, Rzepa, Wprost - wbrew pozorom to jest jeden świat: świat kreowania rzeczywistości. Wedle życzeń różnych grup:)
OK, to może trochę o moich doświadczeniach: w obecnej pracy (duża firma, polska, niestety nie podam branży) - prezesem jest kobieta. Poprzednia firma - branża doradcza, firma polska, prezes - kobieta, dyrektor mojego oddziału i członek Zarządu - kobieta, zastępca dyrektora i członek Zarządu - kobieta (BTW: te dwie ostatnie zatrudniając mnie i moją koleżankę, która miała podobne jak ja doświadczenia itp., dały jej mniejszą płacę - kto tu kogo dyskryminuje?). Poprzednia praca - duża firma zagraniczna, dyrektor oddziału i członek Zarządu - kobieta. Poprzednia praca, duży bank - dyrektor to kobieta, kierownik to kobieta... To nie były hurtownie (a co jest złego w hurtowniach - znam hurtownie obracające milionami złotych!), ale duże, znane firmy! Ale skoro tak stawiasz sprawę, to najprawdopodobniej żyję w jakiejś feministycznej bajce:) Do dziś moim bezpośrednim przełożonym tylko RAZ był mężczyzna. Gwoli ścisłości - Najmilejsza też ma za szefów (i to na różnych szczeblach) kobiety, a i sama robi karierę:) W czym ją dzielnie wspieram, tak jak ona wspiera dzielnie mnie w mojej karierze:) Nie wiem, co ma moja płeć do wiarygodności (dyskryminacja?:)) - ale czy nie lepiej, że jako mężczyzna tak odbieram kobiety, niż gdybym był kobietą i twierdził, że takie jesteśmy?:) A co do kobiet w najwyższych kręgach władzy i biznesu - podejrzewam (choć oczywiście jest to tylko moja projekcja na podstawie obserwacji tych wyżyn z dołu, jak i proporcji władzy na lokalnych szczeblach), że jest ich znacznie więcej, niż Ty czy ja chcielibyśmy zauważyć:) OK, są statystyki i statystyki, tu się nie zrozumieliśmy. Mea culpa:) Pozdrawiam serdecznie:) |
|
||||||
Nie każdy zgadza się z teorią, że mężczyźni dobrze (a nawet lepiej:) dbają o interesy kobiet np. w sejmie.
Jak sam napisałeś - każdy widzi tylko swój interes, a cudzego nawet nie dostrzega.
Wszystko sprowadza się do założeń - jeżeli uważamy, że w polityce jest więcej mężczyzn dlatego że się "lepiej nadają" to wszystko jest w porządku. Jeśli dostrzegamy w społeczeństwie pewne bariery (jak M. Środa), to możemy domagać się zmiany.
Sytuacja niepełnosprawnych jest w naszym kraju skandalicznie zła. Poddałeś mi tę myśl - być może, gdyby był chociaż jeden poseł na wózku, byłoby więcej podjazdów i innych udogodnień? Myślisz, że niedowład nóg (np.) powoduje uwiąd mózgu i dlatego nigdy żaden inwalida nie był w rządzie (o ile dobrze pamiętam)?
Porównanie kobiet do niepełnosprawnych daje do myślenia...
Nie rozumiem dlaczego obecność zarówno kobiet, jak i mężczyzn na listach wyborczych miałby ograniczać czyjąś wolność wyboru? Teraz wszyscy MUSZĄ głosować na mężczyzn, bo nikogo innego nie ma.
To rzeczywiście działa w obie strony - moja babcia lubiła głosować na polityków przystojnych:)
Środki antykoncepcyjne nie są w Polsce refundowane, a na świątynię pieniądze przyznano. Czy to oznacza rządy prawicy? Bo ostatnio jeden biskup powiedział, że w Polsce "rządzi komunistyczny reżim", więc jak to jest?