Nic mnie nie zdziwi - ale nadal wiele może wkurzyć
Blog > Komentarze do wpisu
JAK USUNĄĆ ŚLEDZIA?
Narzekasz na pewien portal? To zmień znajomych.

Aż mi wstyd, ze taki temat musi się tu pojawiać - wydawać by się mogło, że Nasza Klasa to kwestia przegadana na wszystkie sposoby, a zajmują się nią już tylko napaleńcy, którzy:

  • odkrywają tę cudowną rzecz zwaną internetem,

  • są dziećmi neostrady, ale lansują się wyśmiewając inne dzieci neo na Wykopie i Demotywatorach,

  • nie potrafią pojąć, że w sieci jest masa debili i MUSZĄ wytknąć kretynizm każdemu z nich - ot, choćby na specjalnym blogu.

Tymczasem ostatnio miały miejsce dwa wydarzenia, które pozwalają nam nieco szerzej spojrzeć na problemy wielu z nas - przez pryzmat NK. Wiem, notka mogła pojawić się nieco wcześniej, ale urlop ma swoje prawa.

To - jak zwykle - po kolei.

Pierwszym z tych wydarzeń jest pojawienie się platformy mikroblogowej autorstwa NK - sledzik.pl (to od śledzenia). Sam mikroblog niczym strasznym nie jest, o czym wiedzą wszyscy blipujący czy twitterujący (a także ci, ktorzy tego nie robią, ale są myślący). Różnica jest jedynie w możliwej długości wpisu - "śledź" daje nam 240 znaków (vs 160 w Blipie i 140 w Twitterze). Ot, kolejna ciekawa domena (wymarzona dla producentów zakąsek pod wódkę) przepadła. Jak to działa? Każdy, kto ma konto na NK, może dodać wpis w śledziku. Każdy, kto ma jakichkolwiek znajomych na NK, automatycznie ma ich w gronie osób obserwowanych...yyy, to jest śledzonych. Istnieje możliwość dodania do śledzonych także celebrytów różnego kalibru - od Anny Dymnej (szacunek za całokształt), przez Krzysztofa Ibisza (heh, ktoś jeszcze pamięta "Czar par"?), po  kabaret Łowcy.B (nie wiem, czy kabaret to nie jest określenie na wyrost...grupa sceniczna może brzmi lepiej). Póki co założenia śledzia są jasne? Brzmi nieszkodliwie, prawda?

Problem (urojony) powstał jednak wtedy, gdy zespół NK postanowił umieścić "śledzia" na głównej stronie serwisu. To, że każdy po zalogowaniu się do serwisu widzi natychmiast ostatnie wpisy swoich znajomych, podziałało na naszoklasowiczów jak czerwona płachta na byka. Oczywiście błyskawicznie pojawiły się w sieci sposoby na usunięcie bloku ze "śledziem", ale kto by się przejmował takimi pierdołami... Zamiast pomyśleć, internety ruszyły do działania!

Wpierw zaczęto się krzywić - co to, po co to? A potem ktoś wyciągnął system stary jak świat - łańcuszki! Wklej ten łańcuszek na "śledzia" i on zniknie w magiczny sposób! Wklej ten kod, a administracja zliczy protesty i usunie usługę! Ciekawym, ilu spamerów w ten sposób się obłowiło w jakieś dane...albo ilu cyników śmieje się w kułak. Bo to faktycznie przezabawne, obserwować poważnych, dorosłych ludzi, jak z paniką w oczach sięgają do internetowego wudu, aby pozbyć się małego boksu. Prawdopodobnie wierzą, że firma NK zrezygnuje z nowego sposobu zarabiania pieniędzy.

Mój sposób na śledzia? Nie patrzeć w tamtą stronę. Po śledziu mój wzrok przesuwa się niczym po reklamie od Google. Nie zauważam go. A jeśli chcę, to patrzę, co też napisali moi znajomi...i załamuję ręce. Same durne łańcuszki... Nic dziwnego, że śledzik wkurza ludzi, skoro ich znajomi, zamiast siedzieć cicho bądź pisać, co u nich, wklejają jakieś głupoty. Tak, moi mili - śledzik ma służyć do obserwowania tego, co chcą Wam w danej chwili przekazać Wasi znajomi. Jeśli macie ich dość, to nie dziwię się, ze macie dość śledzika. Ale w takim razie - po co macie tylu znajomych? Poza tym podejrzewam, że większość z Was nie wierzy w to, ze głupie łańcuszki cokolwiek zmienią - ale to taka forma lansu. Wszyscy coś wklejają, to ja tez mogę. Będę taki, jak inni - i będą mnie lubili. Super! Giń, śledziu! Wszystkich miłośników łańcuszków odsyłam do tego obrazka i zdrowia życzę, bo na rozum to chyba za późno...


Ale to nie wszystko. Teraz będzie lepiej.

Mianowicie inernety zaczęli też oburzać się na to, ze NK z miejsca łączącego dawnych kumpli zmienia się w portal erotyczno - randkowy. O czym upewnia nas wspomniany już blog. Oburzenie internetów jest tak duże, że demonstracyjnie usuwają konta na NK. A nawet zamieszczają odezwę do narodu. O, jak choćby ten pan:


Co ten koleś sobie myślał? Obudził się i postanowił "zrobię z siebie głupka przed milionami", a może spotkał Jezusa i dostał rozkaz walki z głupota? Nie przesadzam - fragment tego filmu był pokazany w jednym z serwisów informacyjnych TVP.

Ja również jestem na NK prawie od początku. A w każdym razie od bardzo dawna. Bywałem tam częściej, teraz bywam rzadziej. I nigdy - przenigdy - nie widziałem żadnego głupiego zdjęcia. Wiem, choćby ze wspominanego w tym miejscu po raz trzeci blogu, że są głupie gimnazjalistki, które za punkt honoru postawiły sobie pokazać w sieci, że im piersi rosną. Są też debile, którzy muszą pokazać goły tyłek, wypasioną furę, fotkę z browarem albo coś podobnego. Ale żaden z moich znajomych nigdy niczego takiego nie pokazał. Tak więc, oburzony użytkowniku, musisz przyjąć do wiadomości, że Twoi znajomi są, jak to mawiał mój kolega, tochę "retarded". Oburzony dzieciak mówi, że nie chce krakać między wronami - a kto mu każe, do jasnej cholery!

Uważam, że ten "doświadczony internauta" pokazuje nam nowy podgatunek użytkowników sieci. Nazwijmy go na własne potrzeby "trollem pozytywnym". Jest to osoba, która trolluje tak, że innym się noże w kieszeni otwierają - ale ona robi to w ich najlepiej pojętym interesie. I, co najgorsze, zaraża swoją głupota innych. A to już się kwalifikuje do leczenia farmakologicznego.

I na koniec - bo nie mogę sobie odpuścić - czy ten spokojny, młody człowiek, punktujący flegmatycznie wszystkie wady NK nie przypomina Wam kogoś? Czy jego wypowiedź nie krzyczy "Leave nasza klasa alone"? Innymi słowy - czy on nie zachowuje się jak Chris Crocker:

Proponuję "naszoklasowego kasowacza" uczynić polskim memem na równi z "jestem hardkorem". I o to będziemy walczyć.

 

środa, 21 października 2009, wesoly_terrorysta

TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/10/21 13:17:56
mnie do usunięcia śledzia wystarczył adblock ;-)

a łańcuszki pojawiają się przecież także w mailach i gg..
-
2009/10/21 14:13:05
Taaa, śledzik. Coś tam o tym słyszałem, nie potrafiłem jednak za nic w świecie pojąć, o co ci wszyscy ludzie tak się burzą i w czym im to okienko przeszkadza. Sam na NK nigdy konta nie miałem i szczerze mówiąc naprawdę nie żałuję, jednak nie odmawiam portalowi (przynajmniej w jego pierwotnej formie) sensu i znaczenia, po prostu niektórych kontakty ze znajomymi w tej formie nie interesują, tyle. Ale ten śledzik... U znajomego na koncie czytałem całkiem czasem nawet zabawne wersje łańcuszków i tym podobnych, ubaw więc swój miałem.
-
Gość: Beata, acs51.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/21 15:49:42
hm... ma misję, niech sie chłopak spełnia, może radnym zostanie albo co?
jestem na NK, zaglądam raz w miesiącu, teraz na spotkania raczej zwołujemy sie smsami:)
-
2009/10/21 22:56:01
No tak, mój temat przepadł :(
Dokładnie tak samo oceniam ten widoczny u wielu dyskomfort ze Śledzikiem. Śledzik uzmysławia kolosalną różnicę pomiędzy kręgiem rodzinno-towarzyskim a kręgiem znajomości opartym o zainteresowania i umiejętności. Na n-k, gdzie dodajemy ludzi do znajomych/kontaktów na zasadach sentymentów lub wzajemności, właśnie Śledzik błyskawicznie obnażył, że z większością takich znajomych w zasadzie nie mamy wspólnych tematów. Prawdopodobnie musi minąć nieco czasu, zanim ludzie nauczą się nowego narzędzia a następnie pogrupują się na nowo w kręgi osób się obserwujących, tym razem już z większym znaczeniem reprezentowanego przez siebie poziomu ogólnego.
-
2009/10/22 00:33:53
Nie jestem w temacie, bo z N-K nie korzystam i nie mam zamiaru korzystać. Jakoś mnie to nie kręci. Natomiast owego "śledzika" uważam za pomysł odrobinę nienormalny. W celu usunięcia zalecam dwa palce :)
-
2009/10/22 09:45:33
myślę sobie, że...
że śledzik to jakiś kolejny etap.
z tego- co słyszałam od znajomych- poziom relacji, wzajemności- zweryfikowały najczęściej spotkania.

bo nagle się okazało, że mimo tylu wspólnych lat spędzonych kiedyś razem- obecnie ma się sobie niewiele do powiedzenia.
to taka tylko zasłyszana opinia.

ja sobie konto na n-k mam, ale tak wisi sobie tylko dla sztuki ;-)

przyznam się, że ostatnio częściej korzystam z facebooka.
tam mnie z kolei załamują quizy.
ale o tym już było u cichego ;-)
-
2009/10/22 09:46:08
@szpiegowsky: łańcuszki pojawiają się wszędzie, kiedyś były w papierowych mailach. Nie umniejsza to jednak głupoty osób przesyłających je dalej.

@fi: wiem, że nie masz konta na NK, ale to nie jest konieczne, aby móc ocenić inteligencję łańcuszkowysyłaczy. Bo tu nie chodzi o NK, ale o jakieś dziwne sieciowe zabobony, że samą mocą wklejenia głupawego tekstu możemy coś zdziałać.

@Beata: no, jako jedyna dostrzegłaś "oburzonego internautę"...gość mnie rozwalił. Ja nie wiem - zmusza go ktoś do patrzenia na te głupie fotki czy jak? Oj, nadaje się na radnego, a nawet na posła - bo potrafi zrobić problem tam, gdzie go nie ma.

@slawkas: no, choć raz to ja Cię wyprzedziłem z tematem:) Ale i tak namawiam do napisania kilku zdań u Ciebie, zawsze to weselej w drużynie:)
Ja to widzę nieco inaczej. Tak jak na Blipie mam chyba tylko ludzi, których znam z sieci, kontaktuję się z nimi w sprawach sieciowych - i towarzyskich na tyle, na ile sieć pozwala (rozumiesz, co mam na myśli?) - natomiast w Śledziu mam realnych znajomych - i mogłem kontaktować się z nimi w sprawach spotkań, pisać co u mnie, czytać co u nich. Jeśli guzik mnie obchodzi, że Zosia z 3d wyszła za mąż albo Zbyszek z samochodówki wyjechał do Afganistanu - to olewam wpis na Śledziu. Podobnie jak olałbym ich nowe zdjęcie w galerii (też wyświetlające się na stronie głównej NK). Ale nagle okazało się, że ani Zosia, ani Zbyszek nie pomyśleli, że mogą Śledzia wykorzystać do tego typu spraw. O nie - porwał ich owczy pęd i jakaś magia (a horoskopów pewnie żadne z nich nie czyta!), w sumie nie wiadomo czemu. Walczyli w słusznej sprawie? To już zadanie dla psychologów i socjologów...

@Matriks: panie Kolego, toż to niesmaczne było...:)
-
2009/10/22 09:50:08
@Szpiegowsky: quizy na FB to trochę tak, jak fotki gimnazjalistek na NK - nie o takie socialmedia walczyliśmy. Ale można z tym żyć - olewać. I tyle. Ale najwyraźniej nie wszyscy potrafią...:)

I jeszcze jedno - lada moment NK utworzy komunikator NK-Talk. Czyli takie GG. Obstawiamy, jakie będą reakcje? W końcu to coś znajomego...ale może będzie coś w stylu "o nie, nie chcę kontaktować się ze znajomymi, fuj, zabierzcie to ode mnie, aaaa!" - po czym przyjdzie powódź łańcuszków. Już zaczynam jakiś wredny wymyślać, aby wkręcić kilka osób:)
-
2009/10/22 09:51:38
@szpiegowsky: a tak poza tym to witam serdecznie, bo chyba Cię tu jeszcze nie było...z Blipa coś Cię kojarzę.
-
2009/10/22 10:44:18
@wesoły: wiem, że łańcuszki były, są i będą.
ja mam uraz- bo pamiętam z dzieciństwa jedną z moich kuzynek, która jakiś właśnie jakiś łańcuszek na prawie 2 strony a4 przepisywała ręcznie chyba w 20 kopiach....
nigdy nie lubiłam ręcznie pisać- i takie coś- to jest dla mnie- never ever!

a quizy na fb radośnie omijam, mam nawet wtyczkę, co mi część z automatu odrzuca.
-
2009/10/22 11:25:08
@szpiegowsky: osoba, która na blogu pisze, że lubi Moleskine'a - nie lubi pisać ręcznie. Ciekawe:)
-
2009/10/22 11:40:45
@WT: ... a bo mi się przypomniała wypowiedź jakiegoś delikwenta o Agencie Tomku, że na każdej imprezie z alkoholem wymiotował :) Nie celując zbytnio
-
2009/10/22 14:13:30
moleskine jest swego rodzaju filozofią i stylem życia :-)
nie zapisuję w nim inf. w stylu: środa, 16, pralnia.

choć mimo tego nie-lubienia-pisania jestem wiernym wyznawcą moleskine'a. ;-)
-
Gość: Beata, acw66.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/22 20:49:51
taaa, powrót Moleskine to oczywiście napedzanie kasy...one przecież nigdy nie będą takie jak 200 lat temu, współczesny M, to laptop, ale...
bardzo lubię małe notesy, bardzo lubie pisac w nich piórem wiecznym i zielonym atramentem...jak za dawnych czasów (moich dawnych!)
-
2009/10/22 21:37:33
Ooo, widzę temat zszedł na bardzo ciekawe drogi, notesy, taaa... Ile ja się naszukałem notesu, który by mi pasował, lubię również małe notesy (to chyba format A6, którego używam), lubię - Beato co za zbieg okoliczności;) - skrobać sobie w nim moim uwielbianym wiecznym piórem Parkera (najprostszy chyba możliwy model, ale kocham go od lat za prostotę i elegancję), zapisują różne rzeczy, terminy, pióro i notatnik, eh, wspaniała sprawa... Przepraszam, rozmarzyłem się;)

Dzięki za informację o Moleskine, bo ciekawe mają notesiki, ceny bardzo strawne a dotąd ich ja wieśniak nie znałem:) Sam po długich poszukiwaniach znalazłem model A6 firmy Brunnen, mogę polecić, czarny typu (chyba) dziennikarskiego, w kratkę papier, czarna tasiemka na zakładkę i czarna gumka do zamknięcia, no piknie!
-
Gość: Beata, acw66.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/22 21:54:16
Finwe:) Mam Watermana:) i strzegę go jak oka w głowie:) i skrobie i skrobię...
-
2009/10/22 22:00:39
ja przerabiałam różne opcje w ramach notesu.

szpiegowsky.blogspot.com/2009/10/moleskine-odsona-no1.html
tutaj kilka słów o moleskinie,
w najbliższym czasie postaram sie wrzucić historię moich notesowych prób i błędów.
-
2009/10/22 22:09:22
też mam watermana ale jeszcze go nie ruszyłam- co jakiś czas otwieram etui i chłonę atomosferę watermanową ;-)
przerabiałam już parkery i senatora,
ostatnio dostałam coś takiego:
www.penfountain.co.uk/inoxcrom-fountain-pen-poeme-executive-987.html

ale z uwagi na moleskinea i case, i to, że ma działać w warunkach esktremalnych,
i to, że jestem miłośniczką żelpenów :-)....
-
Gość: Beata, acw66.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/22 22:29:53
żele to podstawa, jeśli sie akurat nie pisze atramentem:) żela też mam zielonego:)

rozumiem chłoniecie, ja niestety zapodziałam etui i nosze swojego w etui na okulary, nawet mu tam lepiej, ma towarzystwo:)
-
2009/10/23 09:55:28
Sprawdziłam na nk, aż 4 osoby dały się u mnie złapać na śledzikowy łańcuszek. Poza tym nikt z moich znajomych nie używa tego narzędzia. Ja też nie.
Myślę, ze z nk jest tak jak z serialami, wystarczy raz w miesiącu zerknąć, by wiedzieć o co chodzi.
Zapragnęłam choć jednego Moleskina i jednego Watermana :)
-
2009/10/23 10:58:04
Ja też chciałem mieć Moleskina, ale stwierdziłem, że bulić tyle za zeszyt to małe przegięcie...dlatego sam jednego zrobiłem. O, w taki sposób:
alternatywnie.blogspot.com/2009/05/notatnik.html
I coraz lepiej mi idzie robienie takich notatników:) Nie jest trudne, a satysfakcja z posiadania - znacznie większa, niż z kupnego. Ostatnio zrobiłem notatnik do zapisywania zadań w GTD:) Ale piszę długopisem, bo pióra niestety psuję:(
-
2009/10/23 13:00:42
cichy: mnie tam moleskiny satysfakcjonują ;-)

chociaż wbrew pozorom- dużo rzeczy mam w wersji DIY ;-)

a tutaj o moleskinie:
szpiegowsky.blogspot.com/2009/10/wszystkie-drogi-prowadza-do.html
-
2009/10/23 13:13:29
Ohoho...ale się rozwinęła dyskusja...w inną stronę, ale co tam:)

Więc wszyscy chcemy moleskina, choć jak nie da rady, to robimy wersję DIY i też mamy moleskina hand-made, tak? Co tylko pokazuje, że jesteśmy "elyta", która odczuwa potrzebę pisania piórem w ładnym notesie. To o czymś świadczy, wyraźnie wybijamy się w tłumie pisania długopisami BIC po żółtych Post-Itach. Poniekąd mamy coś wspólnego z Kapuścińskim. Cudo - miód i orzeszki. No i lans:)

@Matriks: agent Tomasz to osobna histo(e)ria. Choć nie wiem, czy chce mi się zajmować tym gościem. Ten pan już nikogo nie poderwie.

@Beata: ja też kiedyś pisałem zielonym atramentem! A potem zmieszałem zielony z turkusowym - i NIKT takiego nie miał. A potem klasycznie - czarnym.

@fi: za zaniżoną samoocenę i używanie słowa "wieśniak" masz bana.
OK, odwieszam Ci bana, nie umiem być aż tak okrutny, żeby pozbawić "Pamiętnik" Twoich cennych komentarzy. Witaj ponownie:)

Wiecie co? Nie bardzo mam jak odnieść się do wszystkich komentarzy, tym bardziej, że ładna dyskusja wyszła. Ale podoba mi się to. Podobają mi się moleskiny. I podobają mi się rzeczy DYI. Więc piszcie tak dalej - tacy komentatorzy to skarb (ale taki do chwalenia się, a nie do zakopania).

@zabarwienie: no, widzę nawiązanie do głównego tematu notki, a już bym przeoczył...u mnie było więcej niż 4, masz lepszych znajomych:)
-
2009/10/23 14:32:10
@wesoły: moleskine w jakiś sposób mnie zmusił mnie do uporządkowania notatek.
przed moleskinem żyłam systemem karteczek- stąd ta moja nieustająca potrzeba czegoś wiązanego i garści gumek recepturek, żeby to jakoś pospinać :-)

atmosferę piórową chłonę, aczkolwiek, mimo posiadania watermana i inoxcroma- piszę w 99% żelpenami, albo innego rodzaju długopisami.

myślę, że mimo wszystko tu nie chodzi o "elytę" ani wykształciuchów, ale myślę, że w dużej mierze jesteśmy sentymentalni i mimo epoki gógli, netu, blogów- chcemy mieć namiastkę jakiejś tradycji, coś na wzór babcinych sztambuchów...
-
2009/10/23 22:24:32
@szpiegowsky: wolę wierzyć, że jestem elitą:)
-
2009/10/23 23:38:23
@wesoły: skoro musisz :-)
to już se bądz wykształciuchem :-pff
-
Gość: Beata, adv124.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/25 21:29:37
Wesoły wykształciuch..to teraz będzie WW? :)
-
2009/10/26 08:33:46
Ooj, faktycznie dyskusja się rozwinęła "notatnikowo-pórowa":) WT, z banami to mi tu nie wyskakuj, bo wiesz, to broń obosieczna i ani się obejrzysz i Cię u siebie też zbanuję:P No ale skoro odwiesiłeś karę, to jestem gotów wybaczyć:)

Dodając jeszcze swoje trzy grosze do dyskusji chciałbym podkreślić, że moja fascynacja notatnikami nie ma absolutnie nic wspólnego z "elytowaniem" lub podobnymi fanaberiami - na pewno nie z tego względu od lat szukam czegoś dobrego. Przyznam zresztą, że nie miałbym żadnych oporów gdybym miał przesiąść się na coś elektronicznego - po prostu czegoś odpowiedniego nie znalazłem. Może Wy jednak coś wiecie o elektronicznym odpowiedniku takiego notatnika? Szukam i szukam już wieki - od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o palmtopa (rozpoznawanie pisma odręcznego to farsa), bardziej coś zbliżonego do tabletu (ale wszystkie są za duże). Marzy mi się ekwiwalent papierowego notatnika możliwie małego, który po prostu zapamiętywałby odręczne pismo, nic więcej ponadto. Może słyszeliście o czymś takim? Bo moje odwieczne poszukiwania wykazują, że nikt chyba czegoś takiego nie potrzebuje:)
-
2009/10/26 12:45:55
ja też testowałam elektroniczne organizery.

moim ulubionym był i jest- siemens ic35.
uwielbiam siemensa, za to, że siemens, za klawaiturę qwerty i duży wyświetlacz.
o siemensie mogłabym długo ;-)
mam go do dzisiaj- mimo tego, że przerzuciłam się na palmtopy.

palmtopy też próbowałam różne,
m.in. mio- ale obecnie mam hp ipaq 114.
żaden z nich nie jest ideałem... ale każdy ma swoje zalety.
tylko, że ja palmtopów używam w 90% do czytania ebooków.
-
2009/10/26 13:17:15
OK, ale to są właśnie urządzenia, których nie szukam;) Klawiaturze mówię od razu nie - zależy mi na możliwie zbliżonym do natury procesie zapisu, tzn. ekran dotykowy o bardzo dużej rozdzielczości (żeby mój maczek wyraźnie rejestrował), może być monochromatyczny i brzydki, nie musi nic umieć, musi tylko rejestrować znaki które wpisuję, nie w ten niezdarny sposób, jak robią to palmy. A tego czegoś nie widziałem...
-
2009/10/26 13:50:08
jak mówiłam- unikam pisania.
w każdej formie ;-)

siemens ic35 miał naprawdę dużo fajnych zalet (oprócz klawki)
palmy też jakieś plusy mają.
ja z kolei poszłam w stronę palmów- bo marzy mi się klawiatura wirtualna....
-
Gość: Beata, adp236.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/26 17:37:40
ja w ogóle nie wiem o czym mówicie...
więcej, ja nawet nie chcę wiedziec o czym mówicie:)
-
2009/10/27 08:06:30
@Beata: o zeszytach mówią. Bez względu na technikę - tylko o zeszytach.

@fi: chyba czegoś takiego nie ma...choć niewykluczone, że jest jakaś aplikacja na ajfona:) Więc jeśli baaaardzo chcesz, to kup starego ajfona i ta-daaaam!:)

@szpiegowsky: e-booki można czytać też na zwykłej komórce:) I nie jestem wykształciuchem, ja jestem "elyta", o!:)
-
2009/10/27 08:45:56
A "szósty zmysł" ? Co myślicie?
bloguspospolitus.blox.pl/2009/10/ideas-worth-spreading.html
Link podała Karmazynowy_odplyw w komentarzach u:
lubimycie.blox.pl/2009/10/Totalna-inwigilacja.html#ListaKomentarzy

Pewnie takie bardziej ludzkie dla oka linkowanie, że pisze się innym kolorem wyraz i klikając w niego prowadzi nas tam gdzie chcemy, - wcale nie jest trudne, co? Taki długi szlaczek - link jest wkurzający :) Nauczę się, kiedyś :))
-
2009/10/27 09:45:03
@wesoły ja czytałam na komórce dopóki miałam siemensa,
zaczęłam na sl45i...

a teraz niestety skusiłam się na samsunga avilę... i niestety nic ebokowego na niego nie znalazłam. co najwyżej mogę się bawić w pdfy- a i tak wtedy muszę je wcześniej odpowiednio formatować- tnz. word przerzucać w pdfa z bliżej nieokreślonym zmniejszonym papierem....
-
2009/10/27 12:18:00
@WT: A tam zeszyty, ja Ci dam zeszyty:)) Twój blog jak się przekonałem pełni funkcję edukacyjną, bo po wejściu w dyskusję o notatnikach i zapoznaniu się z pojęciem "Moleskine" przyznam się, że poczytałem sobie o tych notatnikach to i owo i nawet w sklepie internetowym wylądowałem, przeglądając co tam mają ciekawego. Zamówić testowo zamówiłem, wybrałem Info Booka w wersji Pocket, to jest (przynajmniej po przeczytaniu opisu, zobaczymy jak w rzeczywistości będzie) już spory krok w kierunku tego, co mi potrzeba. Tak więc Twój blog zmusił mnie do sięgnięcia do źródeł internetu no i, no tak, wydania pieniędzy (choć i tak będę obstawał przy tym, że ceny Moleskine naprawdę nie są wysokie).

Tak właśnie też mi się niestety zdaje, że czegoś takiego - tzn. mojego wymarzonego elektronotatnika - nie ma (choć pewnie w końcu ktoś to wymyśli), więc muszę żyć z papierowymi. Z Iphone może i mógłbym żyć, choć to dla mnie ciągle przerost formy nad treścią, że tak powiem, jednak telefon sam w sobie jest ciekawy, mimo wszystko. Jednak w formie notatnika - absolutnie nie, czegoś takiego bym nie przeżył.
-
2009/10/27 13:11:32
@szpiegowsky: pdf-y? Ja miałem na myśli e-booki (czy raczej m-booki) w formie aplikacji Java. Ale moim marzeniem jest coś małego, co pozwoli mi czytać Jave, PDF, txt czy doc...Plus teraz bym chciał, żeby miało funkcjonalność, o której wspomina fi - tj. notatnik:)

@fi: wypasione, kultowe i drogie - ale zeszyty:) I wiem, co piszę - 45 zł za zeszyt, nawet oprawiony w skórę i z gumką - to drogo (może niedużo, ale drogo). Niemniej cieszę się (a Koleżanka Szpiegowsky pewnie jeszcze bardziej), że poznałeś Moleskine'a i chcesz go wypróbować. Też chciałem jakiegoś mieć, ale jednak to drogie zeszyty:) Póki co - nie potrzebuję takich zabawek:) Może kiedyś...
Ja Ci nie polecam ajfona jako telefonu (bo telefonem jest słabym), ale jako notatnik tylko i wyłącznie. Choć musiałbyś palcem pisać:)
-
2009/10/27 13:16:41
@wesoły no własnie, ajfon nie obsługuje rysików. co jest błędem.
ja mam już odruch warunkowy na rysiki wyrobiony, i bez rysika (albo klawiatury) sobie nie wyobrażam....

też miałam na myśli ebooki- mój ipaq czyta doc, txt, rtfy, a nawet pdf.
niestety pod samsungiem mogę co najwyżej pdfy. niby jar też mogę, ale nie będzie mi się chciało każdą książkę przerabiać, i instalować....

moleskine jest jakąś alternatywą. można znaleźć odpowiedniki, za cenę ok.10-15 pln-
bo przecież naklejka z "moleskine" nie jest rzeczą najważniejszą.
chodzi właściwie o pomysł na notatnik.
bo np. kubuś puchatek kosztuje ok. 15 pln.
-
2009/10/27 13:41:08
@WT: Nie zrozum mnie źle, mój drogi, nie uważam się za pływającego w mamonie, któremu to jedno czy da za coś kilka czy kilkadziesiąt złotych (bo tak niestety nie jest), nie chodzi też o epatowanie elitarnością czy czymś podobnym - po prostu za praktyczny notatnik z ciekawymi rozwiązaniami gotów jestem zapłacić kilka dych. Przy czym to maleństwo, które sobie zamówiłem, to kwestia chyba dwudziestu kilku złotych, więc naprawdę nie jest źle. Dlaczego nie uważam, że drogo? Cóż, to zależy od intensywności korzystania z takiego czegoś - jeśli zeszyt, to może drogo, ale dla mnie taki notatnik to taki swoisty "todolist", przy czym Brunnen, o którym wspomniałem, towarzyszy mi już chyba prawie rok:) Czyli nie jest źle na taki czas.

Oczywiście to nie musi być Moleskine - ale by znaleźć ciekawe notatniki to trzeba wiedzieć, kto je produkuje, rzadko zamienniki są naprawdę pomysłowe. Najpierw "pod nóż" pójdzie Moleskine, potem mam już na celowniku - jeśli się nie sprawdzi - Leuchtturm1917, podobne ceny, podobne pomysły. A potem? Chyba powrót do Brunnen:))

Pisanie palcem??? No chyba:)
-
2009/10/27 14:29:05
@fine otóż można kupić zamienniki moleskine'a.
sama takie widziałam. identolo, tylko bez wytłoczenia logo- za jedyne 8,90 pln.
ale to pachnie wręcz piractwem :-)

no sama uważam pomysł pisania palcem za chybiony :-)
jakoś nie po drodze mi do ajfona.
-
2009/10/27 14:33:09
W porządku, ale jak wtedy sprawy się mają z jakością, wykończeniem? Wiem, że spora część pieniędzy, jaką daję za Moleskine, to po prostu pusty pieniądz za nazwę, jednak z drugiej strony na tych 8,90 też ktoś chce zarobić, więc minimalizuje pewnie wszystkie koszta ile wlezie... Widziałaś je może na Allegro? Bo tam udało mi się wykopać wczoraj notatniki o kuriozalnej nazwie "a la Moleskine" :)
-
2009/10/27 14:42:06
@szpiegowsky: ja sobie wyobrażam życie bez rysika - ale pisanie paluchem to jakaś masakra musi być!

@fi: ależ wcale nie sugerowałem, że pływasz w mamonie. Sam uważam, że wydanie nawet 60 zł na Moleskine - ale takiego, który jest mi faktycznie potrzebny - to nic złego. Tylko, że póki co nie potrzebuję żadnego, radzę sobie bez tego typu zabawek. No i chyba chciałbym coś elektronicznego:)
Jak zrobisz testy, to opisz ja na Piwnicy, z chęcią poznam to i owo:)
Co do jakości i wykończenia tanich podróbek - może za 8,50 nie będzie to cielęca skóra:) ale jako zeszyt powinno się sprawdzić. No, chyba, że planujesz zapisywać tam złote myśli i przechowywać to przez pokolenia:) Swoją drogą ciekawe - ile w Moleskinie płaci się za markę? Stawiam, że niemało. A i tak i oryginał, i podróbki, robią te same małe, żółte rączki gdzieś pod Pekinem albo beżowe pod Bangalore...
-
2009/10/27 14:43:12
@fine idę na allegro :-) poszukać tego ala :D

hm, widziałam te naimastki moleskine'a.
i wcale nie były takie tragiczne.
poza tym cichy na blogu rzucił kiedyś linkiem na test notatników- i było kilka innych notesów zbliżonych formą/wyglądem do moleskinea.
-
2009/10/27 14:58:19
@fine:
ale pod tym ala moleskine jest leuchttrum.

@wesoły: przy telefonie, i przy palmie rysik jest koniecznością.
zwłaszcza jak się nie ma klawiatury wirtualnej ;-)
pisanie paluchem jest zbyt kosmiczne jak dla mnie.

a co do podróbek: no cóż, pewnie za miskę ryżu są robione.
generalnie staram się wybierać alternatywne przedmioty czasami, niż płacić za naklejkę.
moleskine jest godzien swojej ceny :-)
ale np. w moim przypadku pewnie i podróbka by się sprawdziła, bo ja i tak moleskine'a w pokrowcu noszę.
a zużyte wystarczy w jakimś pudełku przechowywać.
-
Gość: Beata, adg133.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/27 19:30:35
zeszyt? łomatkobosko!

Szpiegowsky - sama mysl o tym, że mogłabym jakąś wykałaczka pukac w literki mnie dobija:)
-
2009/10/27 20:04:54
@beata łatwiej się przyzwyczaić do rysika,
niż do pisania paluchem.
ale: mimo wszystko: nadal mi się marzy wirtualna klawiatura.
-
2009/10/28 08:31:10
Eee tam, wirtualna klawiatura, rysik, paluch... To wszystko ma niewiele wspólnego z pisaniem takim, jakie jest dla nas naturalne. Jedyne co mnie by interesowało, to długopis (lub coś tego sznytu), ale nie kolubryna gruba na pół metra (bo takie widziałem dla tabletów), ale coś cienkiego, z cienką końcówką, i ogromna rozdzielczość ekranu, odwzorowująca idealnie maczek, którym się pisze... Ale cóż, na to się poczeka chyba jeszcze trochę.

W przypadku takich rzeczy jak Moleskine pewnie marka to grubo ponad połowa ceny, może 60-70%? Bo nie wydaje mi się, żeby masowe (przez kolegów i koleżanki z Chin, jak pisze WT) produkowanie notatników kosztowało sporo. No ale przecież to samo dotyczy wszystkich produktów. Przykre jednak jest to, że dawniej miałem wrażenie, iż płacąc za markę płacę jednocześnie za gwarancję jakości (która była rzeczywiście wyższa niż "poślednich" towarów), ostatnie lata jednak to zrównywanie jakości do tych poślednich, płacimy tylko za markę, a produkt jest niemal takiej samej jakości (albo wręcz takiej samej lub gorszej) niż "no name". To wkurza okropnie, bo w takiej sytuacji brak jakiegokolwiek sensownego wyboru.

Podam przykład - cokolwiek odległy, ale podam: buty. Kupowałem ostatnie lata "byle jakie", bo szkoda było mi kasy. No i wytrzymywały kilka miesięcy (ciekawostką były buty z Deichmanna, które rozpadać zaczęły się w... dwa dni po zakupie), tak kilka razy. W końcu nie wytrzymałem i poszukałem "marki", w tym przypadku chodzi o Etnies (buty skate'owe i tym podobne). Dałem kupę kasy za nie, cieszyłem się jak szczerbaty na suchary, a buty, choć niezłe, zaczynają szwankować po takim samym czasie jak marne podróby. I jak tu nie oszaleć???
-
2009/10/28 09:48:16
@fine: ja mam rysik pentela... z długopisem. takie 2 w 1.

też się z tobą zgodzę, że niestety płacimy za naklejkę z nazwą firmy.
to wychodzi zwłaszcza przy różnych "sale" gdy okazuje się że możemy kupić coś
nieraz tylko za 10% pierwotnej wartości.
kiedyś faktycznie pod tym względem wybór był łatwiejszy- płaciło się więcej, ale za coś konkretnego, a teraz wszystko jest za miskę ryżu robione.

ja też miewałam różne przeboje z butami- a szczytem był dla mnie zakup- jednych z droższych sandałów inblu. one nawet dwóch dni nie wytrzymały...
nawet jednego dnia...
wyszłam z mieszkania, musiałam zejść pół piętra do windy, wyszłam z bloku, wsiadłam do auta, wysiadłam- weszłam do innego bloku (do mieszkania na parterze) i buty mi się rozpadły.....

obecnie- mimo wszystko- najczęściej wybieram deichmanna z uwagi na usługi dodane, obsługę i gwarancję.
-
2009/10/28 11:49:30
WT chyba nas stąd wygoni, najpierw dyskusja o "zeszytach", teraz schodzimy jeszcze na buty;) Faktem jednak jest, że obecnie w zasadzie wszystko jest "dziadowskie" (mój ulubiony przymiotnik), niezależnie od ceny. Utrudnia to trochę racjonalne zakupy:)
-
2009/10/28 14:19:57
Oj nie, moi mili, nie wygonię Was stąd, jak obawia się fi:) Dyskusja o zeszytach czy butach - jeśli tak się potoczyła, to co ja mogę z tym zrobić? Cieszę się, że dyskutujecie tu - i że robicie to kulturalnie. Moje komentarze nigdy nie były zamknięte dla OT:)
-
2009/10/28 15:48:49
@beata: w moim etui ostatnio wozi się piglet: blip.pl/user_generated/update_pictures/591132.jpg
-
2009/10/30 13:18:34

Creative Commons License