Menu

Pamiętnik wywrotowca

Nic mnie nie zdziwi - ale nadal wiele może wkurzyć

PODSUMOWANIE ROKU 2009

wesoly_terrorysta
Tradycjaaaaaa - tradycja! Tak sobie podśpiewuję razem z mieszkańcami Anatewki, bowiem to już jest małą tradycją "Pamiętnika", że na początku stycznia podsumowuję miniony rok. Tak jest też i tym razem - ale czy jest co podsumowywać? I czy ktoś zwróci wreszcie uwagę debilnym dziennikarzynom, którzy zachwycają się końcem pierwszej dekady XXI wieku o rok za wcześnie?

Mówiąc krótko i nie trzymając Was w niepewności - w 2009 działo się. W minionym roku wydarzyło się sporo - spokojnie moglibyśmy obdarować tymi zdarzeniami kilka lat. Aż nie wiem, od czego zacząć... Tradycyjnie bez linkowania.

Może od tego, że w 2009 roku wiele osób dostało to, czego chciało (lub na co zasłużyli). Na przykład taki Olewnik. Nadal nie żyje, ale dostał swoją komisję śledczą. Podobną komisję dostali - choć wbrew swojej woli - Zdzichu i Miro. Komisje działają, nadal nikt nie wie, dlaczego bandyta ma tylko jedną rękę, ale wiemy, że przed konferencją prasową lepiej użyć dobrego antyperspirantu. I przykręcić ogrzewanie.

Weronika "Szubidubi you can dance" Marczuk dostała w łapę, a potem dostała prawo do zachowania milczenia. Okazało się bowiem, że nad naszym bezpieczeństwem czuwa polski James Bond. Ma białe zęby, szybki samochód i wyrywa niezłe laski rozpracowuje operacyjnie tych, których mu wskażą. Niestety, do osiągnięcia dwóch zer brakuje mu lepszej tolerancji na Martini, bo ponoć alkohol nim wstrząsa i miesza. Dlatego sugestie, że mógłby się z Olkiem napić, należy między bajki włożyć. Obok Tomasza (który nadal jest ściśle tajny, choć jego fotka robi zawrotną karierę tu i ówdzie) dostało się jego zwierzchnikowi, polskiemu "M" (to skrót od Mariusz, o ile się nie mylę).

Skoro już przy tajemnicach jesteśmy - pewien dziennik i jego snujący analne fantazje redaktor zupełnie-przypadkiem-prawie-ujawnili dane Katarzyny Sadło. Gdy ta uświadomiła sobie, że nie może już nawijać jak katarynka na rzecz jednej z partii, zamknęła się w sobie i w imieniu całej sieci poprosiła o odstosunkowanie się od niej. Piękny samobój, choć wyznawców pani Kasi i tak nic nie zrazi.

Pozostając w klimacie starć - jedna Alicja dostała trzydziestokrotność swojego nazwiska, w związku czym będzie ją stać na okulary. Swego czasu niesamowicie martwił się o to ksiądz prymas, bo takie okulary kosztują tylko Tysiąc. Na podobnej linii, tylko przy zmienionych proporcjach (on jeden - ich legion) zaiskrzyło pomiędzy rzecznikiem Kochanowskim a feministkami. Otóż rzecznik praw wszystkich obywateli powiedział, że jednej z grup (feministek właśnie) nie lubi. Potem przeprosił. Ale za to, że to powiedział, a nie że nie lubi. Następnie rzecznik postanowił sobie jeszcze nieco pobuszować po mediach (spodobało mu się), wiec poskarżył się na ministra polskiego rządu, że nie chce kupić leku na świńską grypę - a potem sam na nią zachorował. Jak napisał - ironicznie. Widać nie wszyscy znają znaczenie słowa ironia. Ironią jest na przykład napracowanie się przy kradzieży napisu "praca czyni wolnym", a potem pójście do więzienia. Wracając do rzecznika Kochanowskiego - napisał on też, że na grypę chorują nie ci, co powinni. W 2010 czekamy na kolejne błyskotliwe myśli RPO. Aż szkoda, że nie ujął się za warszawskimi sklepikarzami, którzy zorganizowali rekonstrukcję powstania (w końcu 65 rocznica) walcząc z grającymi nazistów ochroniarzami i komornikiem. A prezydent prawie ściął się z jednym dziennikarzem, który go zbluzgał w języku obcym. Niestety, dziennikarz pokajał się zanim ktokolwiek z otoczenia prezydenta się obudził, więc nie było kolejnego żenującego spektaklu.

Skoro temat grypy wypłynął, pociągnijmy go nieco. Po ptasiej przyszła świńska. A potem pojawiła się kozia. Jeśli dodamy do tego szalone krowy, opryszczone owce i popularny swego czasu SARS, może zrodzić się w naszych głowach podejrzenie, że to nie może być przypadek. Oczywiście podejrzenie padło na producentów szczepionek, którzy wciskali swój produkt każdemu. Potem zasugerowano, że ktoś chce wybić połowę ludzkości, a z drugiej połowy zrobić niewolników. Ciekawa hipoteza. Pewnie cały ten nowy porządek nastanie zaraz po końcu świata w 2012 (który to koniec stał się niesamowicie popularny w kulturze masowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy), wtedy też pewnie skończy się ten cały kryzys (w którym okazaliśmy się prawdziwą Grenlandią - zieloną wyspą na mapie spadków). Póki co - niecierpliwie czekamy na kolejne zwierzęta, które mogą nas wykończyć. Proponuję ryby.

Na świecie...oj, działo się. Różni ludzie też dostawali. Ot, choćby pewien reżyser dostał gustowną bransoletę na nogę. Okazuje się, że zły dotyk boli całe życie. A Szwajcaria to jednak złe miejsce jest. Człowiek przyjeżdża po nagrodę, a dostaje kajdanki. Wprawdzie artystom wolno więcej (co zauważyliśmy też w Polsce, gdzie można być autorytetem i przebierać się w sukienkę, zażywając aspirynę nosem), ale najwyraźniej u Helwetów nie ma tej zasady. Z kolei pewien prezydent dostał nagrodę w niecały rok po objęciu urzędu. I nie jest to byle jaka nagroda! Do dziś nie wiadomo, czy Nobel dla Obamy jest na zachętę, czy za rezygnację z tarczy, ale jak widać - można być gołąbkiem pokoju i prowadzić dwie wojny. Si vis pacem...

W życie wszedł traktat z Lizbony, co podobno zabrało nam niepodległość, ale nie dało nic w zamian. Unia cały czas nie potrafi się zdecydować, czy jest tak świetna, że nawet Islandia chce do niej wstąpić, czy nie potrafi się zdecydować, co potrafi obrażać uczucia. Krzyż może przeszkadzać. A burka? W Europie nie przeszkadza, nie przeszkadza też w Dubaju, gdzie ktoś najwyraźniej pozbył się kompleksów. Musiał się poczuć najmniej o 10 cm dłuższy. Tak więc mamy traktat z Lizbony, wieżę z Dubaju, a także rakiety z Korei i piratów z Somalii. To był rok!

Sport i kultura (również cyfrowa) popędziły do przodu, że aż strach. No, może poza polskim sportem narodowym, gdzie bida z nędzą we dwie pędzą. Lato i spółka dają czadu. Choć warto zauważyć dwie walki stulecia. W pierwszej szybkość pokonała masę, w drugiej masa pokazała szybkość. Ciekawi mnie tylko o którym stuleciu mówimy. Jeśli o minionych stu latach - to się mogę zgodzić. Ale jeśli o XXI wieku - to kto zaręczy, że dzięki klonowaniu za kilkadziesiąt lat nie dojdzie do walki Sobieski vs. von Jungingen?

Poruszając się w tematyce szeroko rozumianej kultury - Google zapoczątkowało Falę, która miała być tsunami, a okazała się zmarszczką na jeziorze. Trochę szkoda, bo wujkowi G. kibicuję zawsze. Za to inne obszary sieci rozwinęły się niesamowicie. Mówi się, że to był (i będzie) rok Facebooka, natomiast z pewnością 2009 to rok mikroblogowania. Twitter w Iranie był szybszy od dużych sieci, w Polsce na Blipa przyszedł Lech Wałęsa, kancelaria premiera, niektórzy kandydaci na europosłów wykorzystywali go w swojej kampanii. To dobrze - powolutku, ale stanowczo internet wchodzi pod strzechy.

Niestety, 2009 - tak jak i każdy rok - zabrał od nas kilka osób. I nie chodzi tylko o króla popu Jacksona, który po śmierci wybielił się ze wszystkich grzechów (Romanie P. - widzisz tu swoją szansę?). Takich się wymienia jednym tchem, bo mógłbym spokojnie poświęcić im kilka osobnych notek. Zapasiewicz, Walczewski, Stelmachowski, Starowieyski, Skolimowska, Rakowski, Machulski, Edelman, Kennedy, Kołakowski, Religa, Wejchert, Fawcett, Swayze, Kołodziej, Rybiński, Stirlitz. Oraz, o czym pewnie nie wiedzieliście - Richardo Montalban (kojarzycie go pewnie z Dynastii), ostatni ocalony z Titanika, facet podkładający głos pod Myszkę Miki oraz - i to jest ciekawy zbieg okoliczności - facet, który jako pierwszy oskarżył Jacksona o molestowanie dziecka.

Tyle o 2009.

Na ten nowy, 2010, życzę Wam wszystkim, abyśmy się spotkali za rok w przynajmniej takim samym składzie, jak najlepszych tekstów na moim blogu oraz spełnienia marzeń (jeśli dwa powyższe życzenia się do nich nie kwalifikują). Wszystkiego najlepszego!

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [slawkas] *.abnqu2.dynamic.dsl.tele.dk

    Dla mnie 2009 był rokiem przełomu dokonanego w świadomości ludzi dotyczącej tzw. politycznej poprawności. Został przekroczony pewien punkt, w którym zdroworozsądkowo myślący połapali się wreszcie, że jest nas przygniatająca większość. Walka z tolerancjonizmem (!) i jego szkodliwymi efektami będzie jeszcze długa, ale wydaje mi się, że właśnie w ubiegłym roku nastąpiło swoiste przesilenie. Duża w tym rola Internetu, który za to zapłaci swoją wolnością.
    PS 1. Kapitany jest fragment o pracy, która miała czynić wolnym, a zaprowadziła za kratki :)
    PS 2. Pamiętajmy, że punkty zwrotne widać tylko z perspektywy historii. Na bieżaąco są to ciągi zdarzeń, czyli procesy. Dlatego nie mówmy lekko, że wstałem 1 grudnia i nic się nie działo. Unia nie odebrała nam niepodległości podobno. Jeszcze nie, ale taki ma zamiar - na pewno ;)

  • Gość: [Matriks] *.home.aster.pl

    Goering też lubił sukienki (czy raczej togi, ale któż zaręczy, że ów artysta nie chciał (jak Goering) pohulać w todze, ale pod ręką miał tylko sukienkę), ale lekarstw nosem nie wciągał. Antybiotyki walił, konwencjonalnie w żyłę i .... trwale zapisał się w historii świata.
    Dla mnie jednym z najważniejszych wydarzeń roku było 59% zysku na funduszu inwestycyjnym. Chwała usiłującemu przebić dno dolarowi, chwała Obamie i jego (i innych rządów) programom pomocowym. Co nasuwa mi idealny przykład ironii: Goldman S. wziął 10 000 000 000 dolarów pomocy i prawie połowę przeznaczył na premię... widocznie zasłużyli :).. i prowadzi do naszego ombudsmana... Moja ocena: biedny, schorowany człowiek :)

  • wesoly_terrorysta

    Ja wiedziałem, że będziecie mieli inne zdanie..ale ja tylko wypisałem wydarzenia:)

    @Slawkas: to ciekawe, o czym piszesz. Może faktycznie za kilka lat stwierdzimy, że odejście od politpoprawności zaczęło się w 2009. Może coś pękło? Tolerancjonizm - ładne:)
    Ad. PS 1: wiem, ale to nie moje...
    Ad. PS 2: zamiar zamiarem, ale moje zdanie znasz. Zresztą - jeśli przewidujemy odejście od politpoprawności, to i z realizacją tych knowań mogą być (szczęśliwie) kłopoty.

    @Matriks: z tym Goeringiem to w sumie nie wiadomo. Jedni mówią, że tak, inni siak. Z jednej strony - to może być propaganda oczerniająca wierchowkę III Rzeszy, gdy mówi się, że był tam gej na geju. Z drugiej strony - co na to geje?
    59%? No to brawo! Cytując Wilq "chcieć to móc, człowieku, chcieć to móc"...

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    a ja mam to samo zdanie:)
    podsumowanie to podsumowanie, może bardziej wypisanie kalendarium z delikatnym komentarzem:)
    tego o Jacksonie i tym, który zgłosił jako pierwszy molestowanie nie wiedziałam...

  • wesoly_terrorysta

    @Beata: dzięki:) tego o Jacksonie dowiedziałem się tydzień przed końcem roku na Cracked.com...

© Pamiętnik wywrotowca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci