Menu

Pamiętnik wywrotowca

Nic mnie nie zdziwi - ale nadal wiele może wkurzyć

GATUNEK WYMARŁY

wesoly_terrorysta
Szukam męża. Stanu.

Możecie mi przypomnieć, jak leciało to powiedzonko? Polityk to ktoś, kto patrzy kadencję do przodu, a mąż stanu to ktoś, kto patrzy pokolenie do przodu. Jakoś tak to było. A ponieważ w tym roku czekają nas wybory najpierwszego z obywateli, może warto rozejrzeć się przez kilka chwil i znaleźć kogoś, kto mógłby być takim "ojcem narodu". Prezydentem wszystkich Polaków. Mówiąc krótko - chciałbym, abyśmy się dziś zastanowili, czy mamy na podorędziu jakiegoś męża stanu. Pomijam fakt, że władza prezydencka w Polsce do największych nie należy - niemniej człowiek z wizją na takim stanowisku mógłby skutecznie (we współpracy z resztą władz) zmienić kraj na lepsze. Wszystko, co musimy zrobić, to wsadzić na ów wysoki fotel kogoś myślącego o przyszłości.

O ile kogoś takiego mamy. A jeśli nie mamy - to czy potrafilibyśmy go rozpoznać, gdyby jednak się pojawił?

Wydawać by się mogło, że prawdziwi mężowie stanu powinni się objawić w partiach jako kandydaci na najwyższy urząd. O sporym szczęściu może mówić PO, gdzie mamy do wyboru aż dwóch mężów...niestety, raczej mężów swoich żon, niż stanu. Bronisław Komorowski - miły, uśmiechnięty, wąsaty, po prostu ideał. Niestety, poza obietnicą spokojnej prezydentury, zgodnej z rozkazami z tylnego siedzenia, nie można się w nim dopatrzeć nawet wybitnego polityka. Obawiam się, że - o ile wygra - zafunduje nam mdłą, spokojna i stabilną prezydenturę. Z jednej strony - jest to plusem. Ale z drugiej - czy Waszym zdaniem Polska potrzebuje utrzymania obecnego kursu?

Drugi kandydat PO, Radosław Sikorski, gwarancji na spokój już nie daje. Wprawdzie wątpię, czy potrafiłby wystąpić przeciwko Donaldu Tusku, ale to z pewnością nie będzie prezydent wszystkich Polaków. Młody, agresywny, wyszczekany - do tego obyty w wielkim świecie, mąż znanej żony, z całą pewnością jest prezydentem, którego nie będziemy się wstydzić. Przez pięć lat. Ale czy jesteście w stanie sobie wyobrazić za lat naście albo dziesiąt szkołę nazwaną jego imieniem? Albo okręt wojenny ORP "Radek"? Czy Sikorski daje choć cień szansy na to, że będzie patrzeć nieco dalej niż za bieżące dożynanie watahy? Osobiście nie sądzę.

To może marionetkowy prezydent z ramienia PO, sterowany pewną ręką wielkiego wodza, ukochanego przywódcy, męża stanu - Donalda? Tak, dobrze wyczuwacie ironię. Tusk to człowiek, który z pewnością chce (gdzieś tam, w głębi serca) lepszej Polski. Który może nawet zmusiłby się do zrobienia czegoś w tym kierunku. Ale najlepiej, żeby ktoś mu powiedział, co ma myśleć - a niestety najwygodniej jest myśleć to, co większość. Ta z kolei nie zaprząta sobie głowy przyszłością dalszą niż jutrzejszy obiad. Dopóki jest co do garnka włożyć - jest OK. Toteż i sam Tusk stara się dbać o pełne brzuchy poddanych, nie widząc we władaniu jakiegoś większego celu - ot, sztuka dla sztuki...

Drugi z koalicjantów (słusznie dopatrujecie się w słowie "koalicja" cząstki słowotwórczej "koala" - chodzi o to, aby wspólnymi siłami przyssać się do drzewka eukaliptusowego, zastygnąć w błogiej pozie i nawalić się soczystymi listkami), PSL, zwany jeszcze do niedawna potocznie "Arbuzami" (z wierzchu zielony, w środku - wiadomo), wystawi - o ile jeszcze tego nie zrobił - terminatora polskiej ceny politycznej. Waldemar Pawlak, z wdziękiem ciężkiego cyborga, wkroczy na matę. Niczym początkujący kucharz będzie łączył właściwe składniki w odpowiednich proporcjach, dopilnuje czasu gotowania, ale potrawa i tak wyjdzie niezbyt smaczna. Techniczna perfekcja, ale brak serca stawia Pawlaka na równi z blaszanym drwalem z "Czarnoksiężnika z krainy Oz". PSL umie przemknąć się z kadencji do kadencji, potrafi znakomicie zmieniać poglądy - ale własnych poglądów na przyszłość kraju nie ma. Może poza tym, że chłop potęgą jest i basta. Chłopi z PSL "żywią y bronią", ale raczej tylko siebie.

Skoro jednak dryfujemy w zakazane rejony sceny politycznej, poszukajmy mężów stanu na lewicy. Najpierw - władza obecna, czyli PiS i Lech Kaczyński. Muszę przyznać, że jest to człowiek najbliższy encyklopedycznej definicji męża stanu, ale zapewne wynika to z faktu, że od dziecięctwa miał w domu do czynienia z encyklopedią. Nie można go posądzać o brak wizji przyszłości, o nie. A ponieważ szklane kule w kryzysie są towarem deficytowym, nikt z nas raczej nie powinien osądzać owej wizji. Niestety! W przypadku Lecha Kaczyńskiego można mówić o wcieleniu w życie jednej z popularniejszych klisz filmowych: spośród bliźniąt jedno zawsze jest złem wcielonym. Lech jest tym dobrym, ale nie potrafi wyzwolić się spod wpływu brata. A przez to wplątuje się we wszelkiej maści awantury polityczne, głupie pomysłu (jak Polska Socjalna) czy kompromitujące jego i piastowany przezeń urząd sytuacje. Trochę smutne. Pociesza fakt, że wszystkie wróżki od opinii publicznej zapowiadają rychły koniec tego spektaklu.

Reszta lewicy pogrążyła się w wojenkach, sporach i ciągłych próbach rebrandingu, więc nie ma szans na wystawienie takiego kandydata, jak piętnaście lat wstecz Aleksander Kwaśniewski. Który, co warto odnotować, także mężem stanu nie był. To była taka lewicowa, ogolona wersja Bronisława Komorowskiego, której łaskawy los dał spore poparcie zmęczonego kłótniami ludu i szansę udziału w paru historycznych chwilach. Swoją droga - to dobrze rokuje dla Komorowskiego, nawet jeśli nie będzie grał ciągle kartą "nie jestem Kaczyńskim". Ale wracając do lewicy - nikt nie ma tam odpowiednich pokładów "mężostanowości" - bo czy politykiem z wizją jutra, a nawet przyszłego tygodnia, można nazwać Szmajdzińskiego? Czy osobą myślącą o spokojnym życiu naszych dzieci jest wiecznie rozbawiony przewodniczący Wojciech? Nawet ciągle popularny w wielu kręgach Nałęcz, powalający siłą spokoju, nie sprawia wrażenia, jakby wiedział, jaką Polskę powinniśmy ujrzeć za kilkadziesiąt lat.

To może mężem stanu jest ktoś spośród osób nie płynących z pierwszą falą polityki? Ktoś cieszący się popularnością (przynajmniej w jakiejś większej części społeczeństwa), a jednocześnie kojarzony z pewną mądrością? Na przykład Wałęsa albo Bartoszewski. No cóż, pierwszy z nich ma jeszcze jakąś świadomość nieuchronnych zmian, ale brak mu konkretnej wizji, gotowych rozwiązań. Do tego obaj rozmieniają się na drobne, dając się wciągać w bieżące awanturki. Z pozostałych "dawnych wielkich" nikt nie jest na tyle wyrazisty (w każdym razie ostatnio), aby brać go pod uwagę.

To może nas doprowadzić do smutnej konkluzji, że w Polsce mężów stanu brak. Kiedyś - to i owszem, znalazłoby się kilku. Ale obecnie jest to gatunek wymarły, oglądany w podręcznikach historii, jak mamut albo Etruskowie. Biorąc rzecz logicznie - jest to niepodobnym aby w czterdziestomilionowym narodzie nie znalazł się nikt, kto potrafiłby robić coś nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń. Kto miałby jakąś spójną wizję Polski i dążył do jej realizacji. To znaczy - jak tak piszę - to stwierdzam, że jest ktoś, kto mógłby pasować do tego opisu. Człowiek mieszka w Toruniu i ma rozgłośnię radiową, ale - pomijając fakt, że osobie duchownej nie wypada kandydować - ojcu Rydzykowi nadal nieco brakuje do etykiety "ojca wszystkich Polaków".

Statystyka jest nieubłagana - wiem, że gdzieś tam czai się ktoś, kto wie, jak to wszystko powinno wyglądać. Kto mógłby nawet przypasować zdecydowanej większości Polaków. Kto może nawet ma jakieś zaplecze, aby wejść do gry - wpierw powoli, z czasem nabierając rozpędu. Czy potrafilibyśmy docenić taka osobę?

Nie sądzę. Obracając się przez lata w sosie z tych samych, nieświeżych składników, wyrobiliśmy w sobie spore pokłady nieufności. Wiemy, że politycy kłamią - ba, mamy na to nawet dowody, pal sześć, że naciągane... Jeśli ktokolwiek będzie chciał naszego dobra, odruchowo ukryjemy nasze dobro, popatrzymy z ukosa na owego "świra", po czym - dla bezpieczeństwa - wybierzemy znane zło.

Teoretyczny mąż stanu, wiedząc o tym, nawet nie pofatyguje się do rejestracji w spisie kandydatów. Co nam pozostanie? Albo stara zabawa w kotka i myszkę przy urnie, z tymi samymi głodnymi stworami medialnymi, albo pozostanie w domu i spokojne sączenie zielonej herbaty. Przypominam tylko wszystkim realistom, żeby nie zalewać jej wrzątkiem.

Foto: Wikimedia Commons na licencji CC Attribution 2.0 Generic

Komentarze (27)

Dodaj komentarz
  • szpiegowsky

    i ja niestety nie mam pomysłu na żadnego męża.
    na męża stanu jeszcze mniej...

  • finwe.isilra

    Czaić to się czai ale Antychryst, którego jak to w Apokalipsie pisze też nie rozpoznamy zanim nie będzie za późno...;) Trudno mi tu dyskutować - mierne mam pojęcie o wymienionych przez autora ludziach i ich kwalifikacjach czy ich braku. Mogę za to powiedzieć, że fotka całkiem fajna:D

  • szpiegowsky

    to następnym razem poproszę fotkę jakiegoś roznegliżowanego pana!
    o!

    i mam nadzieję, że beata też się przyłączy do tego apelu!

  • finwe.isilra

    Przeca ona nie roznegliżowana noo:)

  • szpiegowsky

    no to goła, lub rozebrana....

  • Gość: [slawkas] *.abnqu2.dynamic.dsl.tele.dk

    Ja wiem o co chodzi, ja! To na zdjęciu to minimalizm! Prąd nowy ideowy. Znam się na tym od wczoraj. A ta pani już to wciela w szafę. Dawajcie ją na prezydenta.

  • szpiegowsky

    @sławkas
    czy jest coś na czym się nie znasz??

    w kazdym razie: wobec tego poproszę jakiego minimalistycznego pana!
    o!
    najpierw na zdjęciu a potem na męża!

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    tak, tak, popieram Szpiegowsky, jak zawsze zresztą :), roznegliżowany pan by sie zdał:)

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    niekoniecznie może...Bartoszewski to ma być:)

  • Gość: [slawkas] *.abnqu2.dynamic.dsl.tele.dk

    Ale ja naprawdę z tym minimalizmem. Wczoraj wpadłem na taką stronkę: neominimalizm.pl/
    "Minimalizm i upraszczanie życia w dwudziestym pierwszym wieku"
    Mam takie szczęście. Jakbym na nią wpadł jutro, to dziś bym nie wiedział i nie byłoby robić komu kwaśnych uwag. Wtedy ja bym uchodził za prostaka, a Ty za miłą dziewczynę.. :D ;p

  • wesoly_terrorysta

    To ja tu się wspinam na wyżyny moich umiejętności językowych, poruszam taki istotny temat, a Wy tylko gołą babę widzicie? Tak bez problemu przechodzicie do porządku nad moją zachętą do olania wyborów? Jaki przykład dajecie zagladającej tu sporadycznie młodzieży? Wssssstyd!

    Pani ze zdjęcia miała symbolizować trudne wybory, rozterki (pod którymś z tych haseł znalazłem ją w guglach), a że przy okazji jest naga - co robić? Habitu jej nie domaluję...

    Półnagi facet już tu był. W notce o głosowaniu na blog roku. Więc prosiłbym o sycenie swego pożądliwego wzroku w tamtym poście - i może nie w Wielkim Poście, co? Umartwienia trochę...

    I merytorycznej dyskusji. Normalnie nie można Was na chwilę z oka spuścić - jak dzieci, jak dzieci...:)

    @Slawkas: minimalizm, zwłaszcza w aranżacji wnętrz, jest mi bliski, więc stronkę pooglądam. Choć nie jestem pewien, czy to, co jest tam nazywane kapitalizmem, jest nim w rzeczywistości - ale to kwestie akademickie.

    @Beata i @Szpiegowsky: Wy to powinnyście się wstydzić najbardziej, tak nagabywać...

    @Finwe: w Apokalipsie JEST NAPISANE:) Uwielbiam Twoje podejście - nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Sam dążę do czegoś takiego, ale - jak widać - coś tam do mnie dociera. Jestem Twoim idolem:)

    OK, to czekałbym jeszcze na reakcję kolegi Mariusza, bo jemu pani w żółtym się podobała...

  • finwe.isilra

    JEST NAPISANE tak tak tak;) Jak to, a gdzie ja piszę, że zarobiony jestem?:) To akurat nie jest prawda, bo tak mało wysiłku w pracę (obojętnie co pod tym rozumiemy) jak ostatnio dawno już nie wkładałem. A że się nie znam, cóż, a co ja za to mogę?:)
    Widzę że niechcący sprowokowałem dyskusję trochę odległą od meritum wpisu, jednak nie mogłem się powstrzymać od napisania kilku słów o zdjęciu, które naprawdę mi się podoba:)

  • wesoly_terrorysta

    @Finwe: z tym "zarobiony jestem" to cytat - ale nie pamiętam z czego (chyba "Czterdziestolatek"). Niemniej - jesteś moim guru olewactwa świata dokoła:)

    No zdjęcie fajne jest, mi też się podoba, dlatego je tu dałem. I podejrzewałem, że jakaś dyskusja będzie - ale liczyłem też na kilka słów na temat, a poza krótkim komentarzem Szpiegowsky to posucha...

  • szpiegowsky

    pozwolę sobie zauważyć, że zarobiony pan był w alternatywach,
    i pan miał rozpiętą koszulę, i klatę pokazywał,
    a nie tylko gołe baby :-p

  • wesoly_terrorysta

    @Szpiegowsky: w "Alternatywach"? A w którym miejscu? Bo mi się wydaje, że w "Czterdziestolatku", w odcinku, gdy inż. Karwowski był w wojsku, gospodarz domu powiedział ten tekst - gdy inż. jechał na jakieś nocne manewry, to gospodarz powiedział, że z rana wysyła żonę po mąkę i cukier, a gdy spytano go o powód, rzucił właśnie takim tekstem.
    Ale może sobie tylko wyobrażam.
    Dodatkowo "nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem" było w "Brunecie wieczorową porą".

  • finwe.isilra

    Ech to ja już chyba w ogóle powinienem się nie nie odzywać, bo nie dość, że piszę zawsze nie na temat, to jeszcze teraz wieśniakiem się okazałem i na cytacie nie poznałem;) No tak, kiedyś były takie seriale, coś kojarzę, ale żeby cytaty z nich pamiętać?!:)
    Uparłeś się na to olewactwo dobry człowieku - a jak pejoratywnie to mimo wszystko brzmi!:) To nie tak, naprawdę, wolałbym określać to jako "selektywność". Nie zamykam się na media i aktualnie dziejące się rzeczy, ale szkoda mi zazwyczaj czasu na zagłębianie się w zagadnienia związane z polityką. Czytam gazety, jednak każdy artykuł poddawany jest szybkiej ocenie - czytać czy nie, przy czym jakiekolwiek związki z polityką na naszym podwórku oznaczają tylko jedną dopuszczalną odpowiedź. Swego czasu byłem stabilnym czytelnikiem "Polityki", gdzie czasem zmuszałem się do czytania artykułów o naszym podwórku. Jednak kiedyś uznałem, że to marnowanie czasu, przesiadłem się na "Forum", gdzie artykułów o Polsce jest garść (można przerzucić strony), reszta to tematy znacznie ciekawsze. I tak już zostało.
    Jako dobry Samarytanin jednak spróbuję powalczyć z tematem wpisu - otóż zdanie ja to mam takie, że autorytetów nie ma. O:)

  • szpiegowsky

    @wesoły
    w alternatywach była taka scena jak (chyba) docent poleciał coś się pytać klasy pracującej.
    i oni mu odpowiedzieli: nie wiem, nie znam się, nie orientuję...

    jakaś odmiana zarobienia pojawiła się też w poszukiwany-poszukiwana. ;-)
    przy aranżacji i dizajnie osiedla.

  • wesoly_terrorysta

    @Finwe: to, że ignorujesz politykę (choć upierałbym się przy "olewasz" - ale bez negatywnych konotacji), to jest bardzo OK. Ale że cytatu nie załapałeś - oj, minusik, minusik...:)
    Co to znaczy "nie ma autorytetów"? A tacy blogerzy jak ja?;)

    @Szpiegowsky: faktycznie, coś mogło być w "Alternatywach"...
    Ale z "Poszukiwany..." to już nie kojarzę. No, poza "to jezioro damy tu, a on niech sobie stoi w zieleni":)

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ja tam wiem tylko, że...łyżeczka nie istnieje...

  • wesoly_terrorysta

    A łyżka na to - niemożliwe!

  • szpiegowsky

    dlaczego łyżeczka nie istnieje?

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Szpiegowsky se poczyta o braciach Wachowskich...

  • wesoly_terrorysta

    @Szpiegowsky: Ty tak serio? Ktoś nie widział tego filmu?;)

  • szpiegowsky

    no dobra, przyznam się.
    ostatnio widzę panuje moda na wstydliwe wyznania.

    otóż nie widziałam matrixa.
    znaczy widziałam początek, potem zasnęłam, potem się przebudziłam jak neo był w tej zakrzywionej czasoprzestrzeni, potem zasnęłam.
    i obudziłam się (jak widać) ale po filmie.
    dlatego też kolejnych części matrixa nawet nie próbowałam oglądać...

    nie widziałam też: obcego z weaver (żadnej części)
    i bardzo żałuję że widziałam obcego vs.predatora, żołnierzy kosmosu 8 (aczkolwiek oni jeszcze byli zabawni).

  • wesoly_terrorysta

    Ale Obcy vs Predator to nie był dobry film (podobno). A pierwszego Predatora widziałaś?
    A Matrixa obejrzyj, warto:)

  • szpiegowsky

    nie twierdzę, że obcy vs. predator był dobry.
    wcale nie był! dlatego żałuję, że go oglądałam.

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Obcy pierwszy:)
    Matrix pierwszy:)

Dodaj komentarz

© Pamiętnik wywrotowca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci