Menu

Pamiętnik wywrotowca

Nic mnie nie zdziwi - ale nadal wiele może wkurzyć

PARAGRAFEM W KULTURĘ

wesoly_terrorysta
Jak kogoś rodzice nie wychowali, to zrobią to z chęcią...inni.

Tak zupełnie przypadkiem poniższa notka wpisuje się w taki mały cykl notek o wychowaniu. Moi wierni czytelnicy wiedzą już, że w kwestii wychowania nie ma co liczyć na szkołę. Udowodniliśmy też ponad wszelką wątpliwość, że telewizja też nie jest najlepszym wychowawcą.

Moi najwierniejsi czytelnicy i tak wiedzą, że od wychowywania to są rodzice i dom - nie szkoła, ksiądz czy podwórko.

Niemniej czasem braknie jakiegokolwiek elementu w łańcuchu kształtowania charakteru w młodym człowieku. I co wtedy nam czynić? Jak nie utracić z łona społeczeństwa tej zbłąkanej owieczki? Ku komuż zwrócimy swe zatroskane oblicza?

Ku politykom, oczywiście.

Zaprawdę, powiadam Wam - zapamiętajcie nazwisko posła Rzymełki i, o ile będziecie mieli możliwość, rozliczcie tego pana przy najbliższych wyborach. Pan poseł, zasiadający w ławach z ramienia Platformy, postanowił zakasować posłankę Kempę i jej ostry jak brzytwa umysł. Pan poseł, podróżując co drugi dzień za darmo (czyli za nasze) pociągami, narażony jest na niewygody. Ciemny lud, nie bacząc na autorytet podróżującej z nim persony, w najlepsze rozmawia, telefonuje, ogląda filmy, śmieje się, utrudniając panu posłu czytanie książki pracę dla nas wszystkich.

A pan poseł pracuje też w komisji nad prawem atomowym, wiec nie w kij dmuchał - tym bardziej należałoby wyrazić mu swoją wdzięczność przy urnie.

Czym pan poseł zapewnił sobie nieśmiertelność? Mianowicie wpadł na genialny pomysł - w każdym pociągu należy wydzielić strefę ciszy. Ustawowo. Strefa ciszy to kilka przedziałów, w których zakazana byłaby rozmowa, słuchanie głośnej muzyki w słuchawkach - a może nawet zakłócano by w niej telefony komórkowe. W ten sposób pan poseł i jemu podobni nie musieliby się "socjalizować" (trudne słowo) ze współpasażerami, w zamian za to dostając niesamowitą okazję do wyciszenia w samotni PKP.

Gorzej, jeśli ktoś zechce poczytać gazetę - przecież jej strony tak głośno szeleszczą!

Możemy sobie tak dworować, ale problem tylko z pozoru jest błahy. Zawsze wydawało mi się, że zachowanie się w przedziale pociągu regulują zwykłe normy zachowania społecznego. Coś, czego każdy z nas powinien być nauczony w domu. Rozmawiasz przez telefon - wyjdź. Słuchasz muzyki przez słuchawki - zadbaj, aby inni nie musieli zachwycać się razem z Tobą najnowszymi piosenkami Behemota. Chcesz otworzyć okno - pytasz. Nie krzyczysz, nie zaczepiasz, nie śmiecisz. Czy faktycznie jesteśmy aż takim bydłem, że potrzebujemy do tego specjalnej ustawy? W oczach posła Rzymełki - najwyraźniej tak. Skoro jesteśmy aż tak źle wychowani, nie ograniczajmy się do stref ciszy, ale stwórzmy od ręki strefy kultury. Albo i całe pałace.

Ale to nie koniec. Szałem ostatnich dni jest ustawa zakazująca palenia. Wprawdzie ustawa palenia nie zakazuje, dotyczy niewielu i nic faktycznie nie zmienia (bo kto wkurzyłby potężny elektorat, jakim są palacze?), ale szum był. O wolności obywatelskie. I o to, że w niektórych miastach i tak nie można zapalić tu i ówdzie. A znowu wystarczy nieco kultury. Jak nie masz pewności - pytaj, czy papieros nie przeszkadza innym. Nie rzucaj niedopałków. Nie dmuchaj dymem w twarz. Nie pal w zamkniętych przestrzeniach, jeśli nie musisz. Palaczy nie rozumiem, ale trochę mi głupio, że moje państwo traktuje ich nieco jak lekko opóźnionych w rozwoju, którzy nie potrafili przyswoić sobie kilku prostych zasad. Podobnie jest z piciem - konieczny jest zakaz picia w miejscach publicznych. Bo jeszcze ktoś napiłby się piwa ze znajomymi i zechciał obalić władzę. Albo kulturalny człowiek nie wiedziałby, jak się zachowywać.

Pomijam już tę dwulicowość, przejawiającą się potępieniem alkoholu i tytoniu, przy jednoczesnym zezwoleniu na kupno i konsumpcję. Jakoś takiej wyrozumiałości nie ma dla hazardu czy narkotyków.

I tak nasza kochana władza nas wychowuje. Każe nam sprzątać po psach, zabrania picia i palenia, chce zakazać hałasu. W kolejce powinny już czekać następne ustawy: o zakazie rozpalania grilla i ogniska na balkonie, o nakazie poruszania się prawą stroną chodnika i schodów, o zakazie trzymania plecaka na plecach w autobusie, o przytrzymywaniu drzwi i ustępowaniu miejsca starszym, o mówieniu "do widzenia" podczas wysiadania z windy... Dlaczego nie? Że to są "oczywiste oczywistości" - to wiadomo. Ale co szkodzi uregulować je prawnie?

Wiem, że niektórzy chyba przeskoczyli wychowanie domowe i od ręki "wyszli na miasto", ale czy można być tak naiwnym, aby zakładać, że kilka paragrafów jest w stanie wpoić ludziom dobre zachowanie? Pomijam fakt, że polski wrodzony upór zapewne sprawi, że nawet kulturalni zaczną się chamsko zachowywać, w ramach walki z systemem. Zamiast skupić się na stwarzaniu warunków do rozwoju rodzin, czyli miejsc, gdzie dzieci były, są i być powinny wychowywane, oferuje się nam gotowe szablony, które najwyraźniej mają poprawić błędy rodziców.

Tym razem daruję sobie demagogię, że są pilniejsze sprawy. Wykorzenienie chamstwa i skok kulturalny (albo chociaż "długi marsz"...) powinny być jednym z priorytetów polityki społecznej. Niestety, na tapecie zawsze jest coś pilniejszego, więc w skrajnych przypadkach (gdy panu posłu jest za głośno), tworzy się prawo doraźnie, licząc, że to odmieni oblicze tej ziemi.

Tymczasem liczba chamów pozostała stała, natomiast sukcesywnie wzrasta liczba leniwych, którzy wychowanie chętnie zostawiliby komuś innemu. Choćby i posłom. Nie zdziwmy się więc, jeśli za kilkanaście lat powstanie prawo zakazujące dłubania w nosie.

Problem będzie nie do obejścia, gdy za wychowywanie paragrafami wezmą się ci, których paragrafy mają wychować teraz...

Foto: http://www.flickr.com/photos/jseguir/ / CC BY-NC-SA 2.0

Komentarze (20)

Dodaj komentarz
  • szpiegowsky

    @wesoły trafiłeś w mój czuły punkt.
    ja niestety codziennie zderzam się z czymś takim z okazji korzystania z komunikacji miejskiej.
    no krew mnie zalewa, i wychodzi ze mnie pazurzasty monster: na głośne słuchanie muzyki.
    czyli na słuchanie BEZ słuchawek, albo (!) nawet z przenośnymi głośniczkami.
    wytrzymuję max 2-3 przystanki i zwracam uwagę.
    bo coś takiego zagłusza wszystko we mnie.
    co po niektóre dziunie już mnie rozpoznają, i zapobiegawczo siadają ze swoimi głośniczkami na drugim końcu tramwaju, ale aż taka zacięta nie jestem, żeby ich wszystkich uciszać.

    poza tym: ta głośna muzyka to i tak jest jakiś tam procent całości, takich rzeczy jest więcej.
    i to nie tylko na przestrzeni komunikacji miejskiej, czy pociągów.

    i niestety: uważam, że zawala wychowanie rodziców, a właściwie jego brak.
    sama czasami bywam świadkiem jak taki jeden bachor z drugim (bo ciężko nazwać mi to inaczej) rzuca papier, czy śmieć na ulicy, i rodzic NIE zwraca mu uwagi- mimo tego, że kosz jest 5 metrów dalej....
    czasem to jest taki skrót myślowy: rzucę, pierdzielę, niech leży, przyjdzie ktoś z miotłą to sprzątnie, niech ma co robić...
    tylko, że przez ten czas leży, śmieć i sobie czeka na niewiadomo na co....

    ustawa nic nie pomoże.
    no bo jak?
    założą wszędzie jakieś mierniki decybeli? i hałasujących zaczną wywalać z pociągów?

    jak dla mnie- pewne zachowania, pewne normy powinny być oczywiste.
    jeśli ich nie ma, no to niestety czeka nas płacz i zgrzytanie zębów.

    przykład z wczoraj: stoję sobie w kolejce na poczcie - trzecia do okienka.
    przy okienku pan, ze sprawną jedną ręką.
    dziunia za oknem wydziela mu harmonijkę znaczków, i to jeszcze w takim układzie- że 4 różne, i po każdym z każdego rodzaju ma na te listy ponaklejać.
    teoretycznie wiem, że mogła w pierwszej chwili się nie zorientować, że kolo ma coś z ręką. ALE jak facet zaczyna sztukować te znaczki, no to widać z daleka...
    ja wiem, że nie wszyscy sobie życzą nadskakiwania, ale wystarczyłoby się zapytać, czy może pomóc, albo co.
    ale przecież dziunia nie jest od naklejania znaczków, bo ona ma władzę, dzierży stempelek i w ogóle...
    i co z tego, że kierownik jej zwróci uwagę?
    jak znam życie, 5 kolejnych osób obsłuży z jakimiś ale....

    * * *
    a kwestia palaczy mnie w ogóle nie rusza.
    choć uważam, że powinny być zwyczajnie jakieś miejsca wyznaczone.
    zakazanie wszędzie jest bez sensu, bo dorośli ludzie są zmuszeni do zachowania na poziomie podstawówki, i palenia w toaletach.

  • finwe.isilra

    Temat szeroki jak rzeka... Oczywiście narzucanie z góry podobnych jak napisałeś praw jest pomysłem idiotycznym, jednak coś jest w tym na rzeczy - uważam, że naprawdę jesteśmy takim bydłem, w co nie chcesz uwierzyć. Nieważne czy problem leży w wychowaniu czy jeszcze gdzie indziej - bydło, bydło, bydło. Koleżanka wyżej pisze o głośnej muzyce w komunikacji miejskiej (na szczęście nie korzystam), to rzecz okropna, zgadzam się. Ale nie tylko w komunikacji - generalnie moi rodacy nie nie potrafią w swych ciemnych umysłach pojąć, że wspólnie z nimi na tym kawałku ziemi istnieją inni ludzie. W tym tkwi dla mnie GŁÓWNY problem - zero poczucia przyzwoitości we współżyciu z ludźmi obok.
    Przykład - sam posiadam starą jak świat ale jednak wydajną wieżę hi-fi w mieszkaniu, do tego względnie mocne kolumny. Rzadko jednak z nich korzystam, bo cicho nie rozwijają całkowicie swych możliwości, głośno natomiast po prostu nie gram, bo mi... głupio. W sumie mógłbym pomyśleć - a co mnie tam sąsiedztwo, mogą mi naskoczyć pomiędzy 6:00 a 22:00 a jednak nie potrafię się zmusić do olania tych ludzi i pogrywania w najlepsze. Wolę założyć słuchawki, marnując potencjał sprzętu. Tymczasem sąsiedzi mają mnie w dupie, i - choć na szczęście nie często - pogrywają w najlepsze, zarzynając sprzęt. W sumie mógłbym to potraktować jako wyzwanie do walki i tak samo pocinać, jednak wtedy byłbym takim bydlakiem jak oni.

    Kolejna rzecz - chodzę sobie spacerkiem do pracy. Lawiruję wśród psich gówien, które wylazły spod śniegu i pełno ich na chodnikach, wszędzie. Brzydko się wyrażam, ale co to k... ma być?? Czy psie gówno jest tak odmienne od ludzkiego? Czy taki imbecyl jeden z drugim wysrałby się sam na środku chodnika? Nie, bo kultura osobista mu nie pozwala - ale psie gówno to już co innego.

    Dobra, już nie będę, bo rozkręcę się i przykładów będzie bez liku a i tak to nic nie da. Ludzie to generalnie (z wyjątkami) banda debili i bydło, takie moje zdanie.

    Inna sprawa zakaz palenia - tu się wypowiem jak aktywny palacz. Ze swej strony nie mam nic przeciwko zakazom - sam jestem za słaby, by odmówić sobie papierosa, więc zakazy byłyby mi na rękę. Gdybym w knajpie musiał palić na zewnątrz, wówczas paliłbym rzadziej. Dobrze rozumiem ludzi, którym przeszkadza dym - kiedy nie palę na przykład w trakcie choroby smród papierosa staje się nieznośny. Zakazać jak najbardziej.

  • szpiegowsky

    @finwe
    zgadzam się z tobą.
    niestety buractwo się szerzy: jak dla mnie to też przede wszystkim brak szacunku dla drugiej osoby, dla jej godności i pracy.

    też muzyki słucham w domu poprzez słuchawki.

    kiedyś @cichy na blogu wrzucił ten film o sikaniu pod prysznicem.
    a mnie się marzy przeprowadzenie w korpo szkolenia z zakresu korzystania z kuchni, czy toalety.
    nie jest dla mnie argumentem, że pani przyjdzie i posprząta. ale ja bym się wstydziła zostawić po sobie rozsypaną kawę czy cukier na pół blatu...

    prywatnie: nie jestem chorobliwą pedantką, i potrafię zostawić na swoim biurku brudny kubek. ale niedopuszczalne jest dla mnie zostawianie go- w miejscu z którego korzystamy wszyscy.
    ma być nam wspólnie miło i przyjemnie....
    jeżeli ja wchodzę do czystego- to chcę, żeby ktoś po mnie też wszedł, i żeby go nie raziło moje ewentualne prywatne niechlujstwo.

    do tematu muzyki w komunikacji mogłabym dodać gierki w telefonie,
    i co jeszcze straszne: smarkających ludzi w rękaw, albo namiętnie pociągających nosem, nie znających wynalazku w postaci chusteczki....
    kiedyś taki kolo, siedząc koło mnie, nos prawie do łokcia w rękaw wytarł, zanim zdecydował się jednak przyjąć ode mnie chusteczkę...

    a kwestia psów to już w ogóle dramat.
    bo oczywiście potrafią zostawić nawet psie kupy w autobusie.
    dodam: że ja kiedyś byłam dumna i bladą posiadaczką fretek dwóch: oto na ten przykład misiek: i.pinger.pl/pgr6/d26bfbf6001e4b024b978fba/misiek.jpeg
    i zdarzało mi się je wozić po polsce- w transporterku, czasem pod pachą- i jakoś nie miałam problemów z oczywistym faktem sprzątania....

  • wesoly_terrorysta

    @szpiegowsky: po naszej rozmowie na Blipie już wiem, że łatwo się denerwujesz takimi tematami - więcej luzu, nie warto, serio. Denerwować to się masz na własne dzieci, ewentualnie rodziców, jeśli robią głupotę, a Ty już swoje wiesz. Ale obcy - co Cię obcy obchodzą?;)
    Też mnie ciekawi, jak będą wyglądać te strefy ciszy - i jakie będą konsekwencje np. kaszlu. Ale na poważnie - mnie też ludzie z głośną muzą albo głośniczkami (!) na ulicy irytują, ale czy ja muszę wychowywać wszystkich? No niestety, mamusia i tatuś rady nie dali, to i WT będzie bezradny. Zwracanie uwagi nie ma sensu. To już lepiej jest zwrócić uwagę w tej drugiej sytuacji, jak malec jest z rodzicem. Powiedzieć mamusi / tatusiowi, że dziecko śmieci. Może coś poskutkuje?
    Ze zwracaniem uwagi mam jeszcze jedną obawę. Niedawno taki jeden zwrócił uwagę, że śmietnik nie służy do rzucania w tramwaj. Teraz ma kwaterę w alei zasłużonych. No, ale to szerszy temat, może nie będę go teraz poruszać, bo dojdziemy do niewesołej konkluzji, że żyjemy w jakimś popieprzonym świecie.
    Smarkanie w rękaw to pikuś. Smarkanie przez palce na ziemię i spluwanie - to dopiero sztuka!

    @finwe: o masz, kolejny się niepotrzebnie unosi...więcej luzu, Kolego. Zen.
    Bydłem może nie jesteśmy (choć - co udowadniałem - nie jesteśmy zbyt lotni przy oglądaniu telewizji) i nie uważam, że trzeba nas wychowywać paragrafami. To wszystko jest postawione na głowie. Zamiast dbać o rodzinę i autorytet rodziców, podkopuje się go. Nie promuje się pozytywnych wzorców. Zamiast tego tworzy się zakazy, nakazy, rozkazy. Bo człowiek niewychowany, nierozumiejący zależności społecznych, nie pojmie sam z siebie, że po psie się sprząta. I potem są takie "przebiśniegi"...
    Muzyka w domu, o której już wspominała Szpiegowsky, to - moim zdaniem - nieco inna kwestia. Nie chodzi o to, żeby nie było jej słychać na zewnątrz - ale żeby nie była uciążliwa. A więc nie puszczam głośno, nie daję basami po tekturowych ścianach bloków z wielkiej płyty, szanuję ciszę nocną. Ale słucham normalnie. Na szczęście nie jestem głuchy, więc nawet słuchanie w drugim pokoju nie oznacza odkręcania na pełen regulator. Ja widzę to tak - oczywiście, żyję w bloku, w społeczności - i muszę się do niej dostosować. Nie być uciążliwym. Ale z drugiej strony - moi sąsiedzi też żyją w bloku, więc powinni zrozumieć, że czasem chcę posłuchać muzyki, czasem może przeciągnie mi się spotkanie ze znajomymi, a czasem stuknę się młotkiem w palec i będę klął na całe gardło. Jak im się nie podoba, to niech się przeprowadzą do domku - a jeśli ja zechcę urządzać całonocne dyskoteki, to też sobie jakiś znajdę. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność.

  • szpiegowsky

    @wesoły
    hm, to nie jest tak że ja tylko i wyłącznie w słuchawkach, nie jestem aż takim ekstremum,
    poza tym nie mam już moich ulubionych i najwygodniejszych słuchawek na świecie...
    ale chodzi mi o takie ogólnie pojęte zwracanie uwagi na to, że nie jesteśmy sami.

    ja u siebie na biurku w domu mogę zostawić brudny kubek,
    w korpo już nie zostawię.

    a takie tematy fakt, sprawiają, że wyskakują mi wszystkie żyłki ;-)
    no bo naprawdę moim zdaniem wystarczy minimum jakiej takiej inteligencji, żeby te zasady załapać.

    hm, obawiam się, że zwracanie uwagi rodzicom jest jeszcze gorsze, a przynajmniej niektórym "rodzicom". bo właśnie ci niektórzy przyjmują od razu postawę zaczepno- obronną, że jak ktoś może powiedzieć, że ich dziecko coś nie teges się zachowuje.
    i niestety nie widzą problemu. a parę razy coś mnię trzasnęło, jak taka matka jedna z drugą niuniają nad dzieciakiem, który np. włazi- i łazi buciorami ubłoconymi po ławce, tudzież włazi z butami na siedzenia w tramwaju/autobusie/pociągu.
    (przyznam się, że z tego powodu przestałam jeździć pewnym autobusem, o pewnej porze, bo namiętnie jeździła nim bezstresowa matka z bezstresowo wychowywanym dzieckiem, które co dzień wyło, darło się, kopało innych, i kładło się na podłodze autobusu w ramach okazania fochów).

    może nie marzy mi się miejscówka w żadnej alei zasłużonych, ale nie zamierzam przestać zwracać uwagę.

    a i w kwestii rodziców jeszcze raz: rodzice nie wierzą w uwagi innych. w każdym razie znaczna ich część uważa, że pewnie się na złość im radzi albo, żeby dokuczyć...
    przykład: mam znajomych, którzy podówczas 7 czy 8 letniej córce pozwolili obejrzeć "byliśmy żołnierzami" bo mała chciała obejrzeć ten film i już.
    na moją sugestię, że chyba jest cokolwiek za mała na oglądanie takich filmów z tak drastycznymi scenami- prawie się popukali w głowę.
    obudzili się w momencie kiedy dziecko w wieku ok. 9 lat przyniosło do domu film do obejrzenia: www.filmweb.pl/f32366/40+dni+i+40+nocy,2002/opisy
    i potem był dym: jak z dnia na dzień zabronić dziecku czegoś, co do tej pory miało zupełnie w dowolnej ilości...

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    o, matko, komentarze jak druga notka...nie czytam:)

    jeżdziłam dzisiaj komunikacja miejska...wydałam 12 zeta, jechałam 2 razy autobus pospieszny, raz trolejbus, raz zwykły autobus...
    NIKT nie słuchał muzyki! NIKT nie rozmawiał przez telefon!
    jestem w szoku...

    Finwe - te psie gówna to pozostałość po zimie, tonach sniegu, one znikna niebawem...
    bądź cierpliwy, trudno robić kupę jak sie 4 nogi zapadają w śniegu, dlatego piesy robiły te kupy bardzo blisko...
    wybacz im:)

  • finwe.isilra

    @Beata: No przecie ja do biednych psów nic nie mam, które załatwiają potrzeby tam, gdzie ich właściciele zaprowadzą:)

    @all: No jak się nie mam wnerwiać jak WT tak drażliwe tematy podnosi:) Sam oczywiście nie słucham muzyki tylko i wyłącznie w słuchawkach - po coś ta wieża w końcu istnieje, jednak z pewnością nie jest też tak, że regulatorem bawię się do woli i obojętnym mi jest, jaki jest poziom dźwięku w całym budynku. Zresztą nie o samą głośność chodzi, a o niskie tony - mnie samego nic tak nie wnerwia (zimne poty, naprawdę!) jak ledwo słyszalne, rytmiczne dudnienie, które włazi do głowy i po prostu mi ją rozwala. Żona potrafi tego nawet nie słyszeć w ogóle, ja jednak zaczyna dostawać drgawek. Taka moda na głębokie basy, ludziska lubują się w dudnieniu, nawet jeśli dźwięk przez to się zamula i traci kompletnie klarowność. Byle było łubudu.

    Sam uważam się mimo wszystko - szczery będę - za egoistę w kontekście społecznym, nawet za kogoś mocno aspołecznego, i dobrze mi z tym. Nie obchodzi mnie los obcych ludzi, nie muszę się do nikogo fałszywie uśmiechać, chcę, żeby ludzie zostawili mnie w spokoju i dali mi swobodnie żyć. To wszystko, tego samego oczekuję też po innych. A jednak paradoksalnie okazuje się chyba, że ten mój egozim jest bardziej prospołeczny niż pozornie bardzo towarzyskich i społecznych ludzi;) Bo mimo że zwisa mi los innych ludzi, to nie chcę też przeginać- nie lubię robić im na złość, nie dlatego, że ich kocham, ale dlatego, że nie widzę takiej potrzeby po prostu. Tymczasem innym zwisa, jak wpływają na samopoczucie innych. To jest dopiero egoizm! Czyli okazuje się w końcu, że egoizm ma różne twarze;)

  • szpiegowsky

    @beata
    też do psów nic nie mam, psy lubię,
    ale chyba właścicieli psów coraz mniej: bo to oni nie sprzątają po swoich zwierzakach.
    ja po takich fretkach sprzątałam!
    mimo, że zuzka była zwierzątkiem kieszonkowym, była malutka i mieściła się w kieszeni bluzy...
    gdzie tam kupkom fretki do np. wilczurów...

    a ja rozrywkę ze słuchaniem muzyki mam mniej więcej 2 razy dziennie w tramwaju/autobusie...

    @finwe no właśnie!
    wesoły pisze o takich rzeczach, że od razu mnię coś trafia.
    a te basy, to też we mnie wszystkie możliwe żyłki powodują...

    i też chyba jestem aspołeczna.
    ale jednak jakoś nie urywa mi od zwykłej uprzejmości, czy zwykłej kultury osobistej.
    i rozumiem to, że jak nawet czasami mam fazę na posłuchanie czegoś głośno, to moi sąsiedzi mogą tej ochoty nie podzielać: stąd artykułem pierwszej potrzeby są u mnie słuchawki.

    zastanawiam się skąd to się bierze?
    ten ogólny brak szacunku do drugiej osoby, do jej prywatności.
    i do ogólnie pojętego dobra wspólnego.

    ja naprawdę coraz poważniej rozważam zgłoszenie zapotrzebowania i przeprowadzenie korpo szkolenia z zakresu:
    1. obsługi JAK wkładać brudne rzeczy do zmywarki
    2. jak np. zetrzeć ściereczką rozsypany cukier/kawę/ lub rozlane mleko
    3. jak używać podkładek pod kubki
    4. i nawet co po niektórych gdzie wyrzucać ręczniki papierowe do rąk, albo nawet jak spuszczać wodę w toalecie.
    i dla mnie nie jest argumentem: bo to korpo biurka, niech się zniszczą, bo nie moje.
    albo to: że pani sprzątająca jest, to wszystko zetrze czy powrzuca do zmywary.

  • finwe.isilra

    @szpiegowsky: Fretki... hm, bardzo fajne zwierzaki swoją drogą, choć jako zwierzątka domowe to chyba trochę kłopotliwe, prawda?;)

    Jak widzę rozumiemy się tutaj doskonale - mamy podobne podejście do sprawy. Mimo jakiegoś wyobcowania z tej masy nie zarzucamy od razu rzeczy elementarnych, jakimi są uprzejmość (ale oczywiście w normie, bez fałszywego pogrywania) czy kultura osobista. Zgadzam się z Tobą w pełni.

    Co do przyczyn tego rozbestwienia to wszystko zależy - jak mi się zdaje - od tego, o czym właśnie mówimy: jeśli o psich kupach, to wydaje mi się, że głównym powodem jest tutaj niezachwiane przeświadczenie ludzi o o tym, że liczy się tylko ich własność (mieszkanie/dom/ogród itd.), jednak teren publiczny nie należy do nikogo i z tego względu psy mogą tam,za przeproszeniem, srać na gwałt a śmieci można też rzucać byle gdzie "bo to nie moje". Tak myślę.
    Jeśli chodzi o inne zachowania - tutaj chyba jest to bardziej skomplikowane. Myślę że wpływ ma tutaj pośredni od wielu lat propagowana filozofia hedonizmu, przesiąkająca z mediów. Na każdym kroku wmawia się tępym ludziskom, że "mogą wszystko", że "wszystko jest możliwe", że "życie jest jedno i trzeba z niego korzystać na maksa". I ludzie to realizują, tylko że opacznie rozumiejąc przesłanie: zamiast realizować siebie, korzystać z wolności, której nie mieli kiedyś, swobód, w sposób rozsądny, oszaleli. I robią co chcą, bo takie mają prawo. Bo i tak możesz im naskoczyć.

  • wesoly_terrorysta

    @Szpiegowsky: to dość ciekawe, że w domu niekoniecznie dbamy o czystość (też tak mam), ale w korpo to już inaczej - bo ludzie patrzą:)
    Ze zwracaniem uwagi Ty możesz mieć lepiej, jako kobieta nie budzisz agresji...ale zwracanie uwagi rodzicom może być jednak lepsze. Wątpię, że taki rodzic jakoś się rzuci na człowieka, a jeśli zwrócimy uwagę kulturalnie (inaczej przecież się nie da!), to inni ludzie też nas poprą.
    A minimum inteligencji niestety chyba nie każdemu jest dane, wszyscy musimy z tym żyć.

    @Beata: objętość komentarzy mnie strasznie cieszy...bo mam nadzieję, że Twoja wypowiedź nie oznaczała, że notka jest krótka?:)
    Ani finwe, ani ja, ani chyba nikt (pozwolę sobie uogólnić) nie mamy nic do psów. Ale do głupich właścicieli.

    @Finwe: mój drogi, toteż ja podnoszę te tematy, abyśmy w duchu kulturalnych rozważań mogli wypracować nasze wspólne stanowisko, ewentualnie konstruktywne rozwiązanie, a nie po to, aby ciśnienie skakało:)
    Twoja postawa to może nie jest egoizm, ale zwykłe umiłowanie wolności. Twój dom - Twoja twierdza. I wszystkim wara od tego, co robisz. O ile nie ograniczasz wolności innych.
    Basy to przekleństwo...ludzie w poszukiwaniu - wybaczcie cytat z pamiętnego filmiku - pierdolnięcia chodzą w słuchawkach, z basami na maksa, a do postronnych dociera tylko tępy łomot. Tak to można nawet Chopina zohydzić.

  • szpiegowsky

    @wesoły
    to nie jest tak, że w domu to odpuszczam i urywam sobie od wszystkiego.
    ale w domu to przeszkadza co najwyżej mnie.
    i w domu, może mi się nie chcieć czasami- i to nie dlatego, że nikt nie patrzy.

    co innego jest zachowanie w grupie: jeżeli ja nie chcę wchodzić w brudne zostawione po kimś, to dla mnie oczywiste jest, że inni też mogą nie chcieć wchodzić w brud zostawiony przeze mnie.

    zapewniam cię że u niektórych (zwłaszcza bezstresowych) mamuń- to nawet delikatna sugestia wzbudza agresję...

    a tu: link do artykułu, gdzie GUPIM włascicielom psów ręce urywa od psich kup.
    bo obrzydliwe jest wg nich przez woreczek...
    że gołą ręką by się brzydzili, to rozumiem, ale przez woreczek??
    wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Od-kupy-rece-nie-usychaja-i-nie-odpadaja,wid,12061673,wiadomosc.html?ticaid=19c9a&_ticrsn=5

  • Gość: [slawkas] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    Grzeczność, uprzejmość sprowadza się właściwie do jednego - myślenia o innych. Dobre wychowanie bywa mylone ze znajomością form, ale kolejność jest odwrotna. Formy powstały po to, żeby z wzajemnym szacunkiem zaspokajać swoje potrzeby. W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do zrozumienia, że żyjemy społecznie. Paragrafy na brak grzeczności to dowód na to, że jak zła jest obecna organizacja społeczeństw.

  • szpiegowsky

    @finwe
    fretki można porównać do kota. tyle, że nie mruczą,
    też mają swój charakter.

    jedyne co trzeba przyswoić przy fretkach: żeby rzeczy, jedzenie, kłaść odpowiednio wysoko, żeby nie miały jak wejść i sięgnąć.
    bo fretki są namiętnymi kradziejami jedzenia i skarpetek.

    wbrew mitom i pogłoskom: nie gryzą kabli, nie śmierdzą (wystarczy je raz na jakiś czas wyprać np. w szamponie: szczęśliwy pies)...
    a są cudne. i niesamowicie się oswajają.

  • szpiegowsky

    a oto zuza:
    i.pinger.pl/pgr410/7871be96000728c24b98bee3/zuz01.jpg
    i zuza przed kąpaniem: i.pinger.pl/pgr102/49d605770007fc1f4b98bee4

  • finwe.isilra

    @szpiegowsky: No fajnista jest, nie powiem, kiedyś oglądałem program o ich hodowli w domu i nie mogę zaprzeczyć, że mnie to zaciekawiło, jednak z czasem sobie znowu odpuściłem - jako szczeniak miałem różnej maści zwierzęta u siebie (papużki faliste, chomiki, świnki morskie, rybki i... to chyba wszystko) które wszystkie niestety zakończyły swój żywot w nieszczęśliwych okolicznościach (poza chomikiem nr 2, na którego męki patrzeć nie mogąc uwolniłem wspaniałomyślnie do lasu, gdzie jak sądzę, przetrwał nie dłużej niż chwilę). Fajne, podoba mi się, ale to nie dla mnie:)

    @WT: Bas jest oczywiście niezbędny dla prawidłowego odbioru muzyki (w sensie niskich częstotliwości oczywiście, nie - jak sądzi pewnie wielu z tych imbecyli o których rozmawiamy - w rozumieniu "pierdolnięcia"), jednak tendencja ludziów do maksymalnego "dobasowania" muzyki jest frapująca. Zanim coś tam liznąłem z teorii dźwięku (bardzo niewiele ale zawsze coś) też myślałem, że ważne, by dudniło:) Ale wtedy byłem dzieckiem i miałem w sobie "gniew":)))

  • wesoly_terrorysta

    @Slawkas: mądrze mówisz - do tego mówisz to, co ja, ale ładniejszymi słowami:) Pytanie w takim razie brzmi - jak inaczej zorganizować społeczeństwo? I kto powinien się tym zająć - znowu paragrafy, czy może jakieś siły oddolne?
    Nie uważasz, że istniejące struktury społeczne są już na tyle zadomowione w ludziach, że bez rewolucji się nie obejdzie? Plus na to nakłada się jakaś taka specyficzna mentalność Polaków, takie właśnie myślenie "publiczne = niczyje"? To mogłoby utrudniać zmiany... Niestety, to trzeba chyba rozłożyć na pokolenia.

    @Szpiegowsky: to, o czym pisałaś (o grupie), to znany problem z psychologii. Pewne wzorce (w tym wypadku - złe) są przejmowane przez kolejnych członków. Twoja postawa to taki opór, ale najwyraźniej lenistwo jest atrakcyjniejsze od porządku, więc się nie przyjmuje.
    Zwierzaki są nieziemskie - jak wszystkie futerkowce:)

    @Finwe: nie, no basy rządzą normalnie:) Ale z głową, bo współczesna młodzież basy na maksa dałaby nawet do audiobooka - i by się potem dziwiła, że im Harrego Pottera sam Vader czyta:)

  • szpiegowsky

    @wesoły
    jeszcze trochę i to "pierdolnięcie" stanie się moim ulubionym brzydkim słowem.

    do tej pory to były pierdutniki- takie słowo klucz, na nazwanie drobiazgów inaczej nie dających się nazwać.
    no i oczywiście moje ulubione f-word ooopsy daisy ;-)

  • Gość: [Beata] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Finwe, ale Ty mi powiedz, gdzie ma zrobic kupę pies, kiedy wiatr i śnieżyca, zaspy na metr? chciałbyc w takich warunkach robic kupę? to sie załatwiały tam, gdzie było chociaz trochę odsniezone...poza tym niektóre kupy zmieniały położenie, bo były przewalane spychaczami:)

  • szpiegowsky

    @beata
    nikt nie ma żadnego ale do psów.
    niech robi gdzie mu się podoba i gdzie mu wygodniej.
    rzecz w tym, żeby właściciel tę kupę po psie sprzątnął.

  • wesoly_terrorysta

    @Beata: jest dokładnie tak, jak napisała Szpiegowsky - pies może się załatwić nawet pośrodku piaskownicy dla dzieci, o ile jego właściciel po nim posprząta. Jakby to zrobił, to nic by położenia nie zmieniało.

Dodaj komentarz

© Pamiętnik wywrotowca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci